sdms blog

Twój nowy blog

Lipiec

6 komentarzy

Minął lipiec… 31 dni zróżnicowanej pogody, a w moim życiu nadal świeci Słońce :) Co ten miesiąc przyniósł w moim życiu? Przede wszystkim kocham i jestem kochany. I wiem, że moja ciotka zapewne przeczytawszy te słowa ich nie zrozumie i znów będzie zgrywać dobrze poinformowaną osobę o tym, co dzieje się w moim życiu. Szczerze mam to gdzieś – ciociu jeśli nadal nie masz odwagi, żeby stanąć ze mną twarzą w twarz i powiedzieć mi co do mnie masz, to już tylko Twój problem. Ja tam mogę mieć nadzieję, że kiedyś Ci minie, i że Bóg dokona koniecznych zmian w Twoim życiu.

To samo zresztą dotyczy się innych osób wielce zainteresowanych moim życiem, które zapewne nie zrozumiały poprzedniej notki…

Ale mniejsza… Wróćmy do miłości…

„Znam kłamstwo jak z nut, że miłość nie znaczy nic” śpiewa Maleo – i coś w tych słowach jest, bo często ten styl myślenia jest propagowany. Ale ta piosenka (Maleo Reggae Rockers – Ostrożnie!) niesie ze sobą inne przesłanie – mówi wyraźnie, że to jest kłamstwo. I tak jest w istocie. „Miłość to nie włącznik, lewo-prawo, on i off”. To mi przypomina jak było ze mną i Natalią. Jak spotkaliśmy się po raz pierwszy i wiedzieliśmy, że od zawsze byliśmy razem i na zawsze razem będziemy. Nie było żadnego włącznika, żadnego pytania „będziesz ze mną chodzić?”, albo coś w tym stylu. Wszelkie pytania nie były konieczne – po prostu oboje wiedzieliśmy, że już jesteśmy parą, tylko potrzebowaliśmy się spotkać, aby móc stworzyć związek formalnie. I może wcześniej bywało różnie, i może teraz nie zawsze dobrze jest, ale miłość jest ponad całym tego świata złem :)

„A ty nie bój się walcz co tchu
I kochaj po sam grób”

W czasie ślubu małżonkowie ślubują sobie między innymi „miłość (…) aż do śmierci”. Szkoda, że w większości małżeństw ta miłość tak szybko staje się rutyną, po prostu przeradza się w przywiązanie. A można inaczej. Czasem widuje takie pary, które mają za sobą długie lata małżeństwa, ale widać po nich, że się kochają. Bo kiedy dwoje ludzi się kocha, ale taką prawdziwą miłością, to to po prostu widać, nie muszą tego okazywać wielkimi gestami, jak to nieraz w zwyczaju mają obecnie młodzi ludzie. Zresztą nie tylko młodzi…

Ktoś powie, że takie szczęście spotyka niewielu, że w większości przypadków miłość „po sam grób” jest rzeczą nierealną, że warto często zmieniać partnerów, żeby się wzajemnie nie ranić. Cóż, prawdą jest, że miłość jest tylko jedna. Jest TA JEDNA MIŁOŚĆ, a nie wiele różnych miłości. Jedno jest też źródło miłości. A skoro jest jedno Źródło i jedna Miłość, to i związek powinien być jeden na całe życie, bo miłość nie ma początku ani końca, ale jej Źródło jest poza granicami czasu i trwa od zawsze i na zawsze. Więc jeśli już w związku używamy słowa miłość to wiedzmy, że miłość jest jedna na całe życie.

Ktoś tu teraz pewnie zarzuci, że i ja w przeszłości dosyć często tego słowa używałem. I będzie miał rację, bo różnie to u mnie w życiu bywało. Ale miłości czasem trzeba się nauczyć, a moja lekcja była długa i nieraz bolesna, tak dla mnie jak i pewnie dla innych. Dzisiaj wiem, jak nie chcę, żeby wyglądał mój związek i wiem, czym miłość nie jest. Czy wiem już czym jest? Hm… Tak myślę, że wiem, ale tak naprawdę każdego dnia uczę się jej na nowo…

***

A co poza tym?

Dostałem się na studia teologiczno – medialno – dziennikarskie. Hm… Nowe miasto, nowe wyzwania, nowe środowiska… Będzie ciężko, ale wierzę, że dam sobie radę, że sobie poradzę, bo wiem, czego chcę i chcę to osiągnąć :)

Poza tym w lipcu byłem na RAMie. Tym razem mogłem pojechać tylko na jeden turnus do Majdanu Sopockiego. I może dobrze, bo rekolekcje były dla mnie osobiście bardzo ciężkie. Strasznie mnie przytłaczało to miejsce – chyba za dużo Majdanu. Ciągłe deja vu… Przejadłem się. Wydaje mi się, że muszę na trochę odpocząć od tego miejsca, ale kto wie :) Ale w ostatecznym rozrachunku dobrze wspominam ludzi z tego turnusu. Przede wszystkim moją grupę. Cieszę się, że to właśnie tych ludzi miałem w grupie – wiele mi dali. Dobrze, że wyjaśniłem różne stare sprawy z Eweliną, ale i pozostali dali mi wiele do myślenia. Te nasze dyskusje, chyba dopiero teraz przynoszą owoce… Dzięki!

Po powrocie z Majdanu posiedziałem kilka dni w domu i pojechałem do Natalii… Kolejny weekend spędzony razem. Kocham Cię Skarbie tak jak jeszcze nigdy nikogo nie kochałem i chcę spędzić z Tobą całe moje życie. Chcę się z Tobą zestarzeć…

Przepraszam za takie osobiste zwroty, bo notka kierowana jest do wszystkich – mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Wracając do tego weekendu, to cieszę, się, że w końcu dane nam było się spotkać po tak długiej rozłące. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie nam dane widywać się częściej. Ale powiem wam drodzy czytelnicy, że rozłąka strasznie buduje związek. Jeśli macie jakieś problemy to zróbcie sobie przerwę – ale nie na zasadzie, że przestajecie być razem i każdy może robić co chce – nie, po prostu przez kilka dni się nie spotykajcie – jak się już spotkacie powinno być lepiej – pozwólcie się sobie za sobą wzajemnie stęsknić, ale nie tak, że nie widzicie się 5 minut i tęsknicie – tęsknijcie naprawdę, tak bardzo, że każda chwila razem, gdy się już zobaczycie będzie czymś tak niesamowitym, jak pierwszy pocałunek!

Zakończę tę notkę cytatem z innej piosenki Maleo – „Żyć, aby kochać”

„Żyję dopóki kocham kocham dopóki żyje
Ta walka się nie skończy dopóki moje serce bije”

I oby nigdy się nie skończyła… :)

„… język jest śmiercionośną strzałą.” (Jr 9,7)

Biblia aż w 221 miejscach mówi o języku ludzkim, najczęściej w formie przestrogi lub nagany.

Ps 12:3-4
3. Wszyscy mówią kłamliwie do bliźniego, mówią podstępnymi wargami i z sercem obłudnym.
4. Niech Pan wygubi wszystkie wargi podstępne i język pochopny do zuchwałej mowy.
(BT)

Ps 34:14
14. Powściągnij swój język od złego, a twoje wargi od słów podstępnych!
(BT)

lub w Nowym Testamencie:

Jk 3:5-6,8
5. Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala.
6. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.

8. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu.
(BT)

Każdy człowiek zobowiązany jest do poszukiwania i odkrywania prawdy w otaczającym go świecie. Grzechy języka wypaczają prawdę – wykrzywiają ją, fałszują, wykorzystują w niewłaściwy sposób, lub nawet stoją w sprzeczności z prawdą.

„Przez nieprawdę należy rozumieć każdą formę – i to na jakimkolwiek poziomie, wyrażającą brak, odrzucenie czy wzgardę prawdy, a więc kłamstwo we właściwym tego słowa znaczeniu, informacje niepełne lub zniekształcone, propagandę stronniczą, manipulowanie środkami przekazu i tym podobne” (Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 1980 r., w: O życiu – aborcja, eutanazja, wojna, opr. A. Sujka, Kraków 2005, s. 86.)

Chrześcijanie są wzywani, aby dawać świadectwo prawdy. Wymaga to jednak roztropnego i mądrego posługiwania się posiadanymi informacjami. Nie zawsze należy mówić wszystko. Trzeba pamiętać, że niektóre sprawy mając na celu dobro bliźniego objęte są w sposób szczególny sekretem naturalnym.

Jak podaje Katechizm Kościoła Katolickiego:

Poszanowanie dobrego imienia osób zabrania jakiegokolwiek niesprawiedliwego czynu lub słowa, które mogłyby wyrządzić im krzywdę. Staje się winnym:
- pochopnego sądu, kto nawet milcząco uznaje za prawdziwą – bez dostatecznej podstawy – moralną wadę bliźniego;
- obmowy, kto bez obiektywnie ważnej przyczyny ujawnia wady i błędy drugiego człowieka osobom, które o tym nie wiedzą;
- oszczerstwa, kto przez wypowiedzi sprzeczne z prawdą szkodzi dobremu imieniu innych i daje okazję do fałszywych sądów na ich temat.
(KKK 2477)

Do „grzechów języka”, które mają za zadanie fałszować prawdę lub niewłaściwie ją wykorzystywać zaliczamy: kłamstwo, donosicielstwo, oszczerstwo, obmowę, plotki, półprawdy i manipulację.

Kłamstwo polega na mówieniu nieprawdy z intencją oszukania (Św. Augustyn, De mendacio, 4, 5: PL 40, 491.) Kłamstwo zawsze rodzi się w sercu człowieka i nawet jego zamiar, zanim zostanie wypowiedziane głośno, rani Boga, który w nas mieszka. Bóg jest Prawdą i jej źródłem, tylko ten kto kocha prawdę, autentycznie kocha Boga.

Donosicielstwo często spotykane jest wraz z lizusostwem lub pochlebstwem. Polega na przekazywaniu wiadomości objętych sekretem „w zaufaniu” osobie niepowołanej. Stoi to w jawnej sprzeczności z miłością bliźniego. W starożytnym Rzymie donosicielstwo było surowo karane, aby w ten sposób zapobiec obniżaniu się poziomu moralnego społeczeństwa.

Obmowa to niepotrzebne i złośliwe ujawnianie prawdy dotyczącej błędów i słabości drugiego człowieka. Obmowa zawsze niesie ze sobą zniszczenie. Obmawiający jest niejednokrotnie o wiele gorszy od obmawianego – nie umie wybaczać sobie, ani innym. Niejednokrotnie obmowa staje się usprawiedliwieniem lub zagłuszeniem własnych wyrzutów sumienia. Za obmową zawsze stoi egoizm.

Oszczerstwo to fałszywe oskarżenie człowieka o popełnienie jakiegoś złego czynu, w efekcie czego cierpi niewinny człowiek. Oczerniający zostaje obciążony moralnie za łzy i krzywdy jakich doznaje przez niego oczerniany. Ten grzech jest jednym z najtrudniejszych do naprawienia i wymaga szczególnej, bolesnej restytucji ze strony oczerniającego. Musi on oszczerstwo odwołać wobec tych, wobec których je wypowiedział, ponieważ jak nauczał Sługa Boży Jan Paweł II oszczerstwo to jest szczególna postać niszczenia prawdy (Jan Paweł II, Homilia wygłoszona podczas Mszy św. w Olsztynie 6 czerwca 1991 r., w: Nauczanie Kościoła Katolickiego, CD, Kraków 2003.)

Plotka polega na przekazywaniu rozmówcy zasłyszanych o nim wiadomości podając je w sposób wskazujący na źródło bezpośrednio, lub na tyle jasno, by rozmówca mógł się tego źródła domyślić. Wiadomości te zazwyczaj są ubarwiane i wyolbrzymiane. Kto sieje nieprawość, zbierać będzie nieszczęście i laska jego gniewu uderzy w niego samego (Prz 22, 8)

Przekazywanie półprawdy jest szczególną formą kłamstwa. Autor półprawdy dopuszcza się manipulacji poprzez zdeformowanie prawdy.

Efektem manipulacji jest krzywda moralna, jaką wyrządza manipulator drugiemu człowiekowi. Przy czym zło moralne jest tym większe, im szersze kręgi zatacza manipulacja. Działania manipulatorskie, uruchomione w ramach tzw. wielkiej manipulacji, wykazują znamiona zła społecznego (A. Lepa, Świat manipulacji, Częstochowa 1995, s. 35.)

Jeśli jest rzeczą niemożliwą naprawienie szkody publicznie, należy to zrobić w sposób ukryty; jeśli ten, kto doznał krzywdy, nie może zostać wynagrodzony bezpośrednio, powinien otrzymać zadośćuczynienie moralne w imię miłości. Obowiązek naprawienia krzywd dotyczy również przewinień popełnionych wobec dobrego imienia drugiego człowieka. Naprawienie krzywd – moralne, a niekiedy materialne – powinno być ocenione na miarę wyrządzonej szkody. Jest ono obowiązkiem sumienia (KKK 2487)

Warto ważyć każde wypowiadane słowo i opinię. Można też skorzystać z mądrości naszych pradziadów i uważać za cnotę nad cnotami, gdy się trzyma język za zębami. A kiedy już musimy wydać o kimś opinię to pierwszym, który ją usłyszy powinien być ten, kogo ona dotyczy.

Strzeżcie się więc próżnego szemrania, powściągajcie język od złej mowy: bo i skryte słowo nie jest bez następstwa, a usta kłamliwe zabijają duszę (Mdr 1, 11).

Ps 50:19
19. W złym celu otwierasz usta, a język twój knuje podstępy.
(BT)
Ps 52:4
4. zamyślasz zgubę, twój język jest jak ostra brzytwa, sprawco podstępu.
(BT)

Wykorzystano fragmenty artykułu „Słowo, które zabija” dk. dr Jacka Jana Pawłowicza w COLLECTANEA THEOLOGICA.

Wakacje :>

4 komentarzy

Dla wielu młodych ludzi zaczęły się wakacje. Jak lato zaczęło się dla mnie? W piątek rano wyjechałem do Kępna do mojej Ukochanej :) Były to jej urodziny, ale spędziliśmy je pracowicie. Trzeba było trochę ogarnąć klub, w którym w sobotę odbywała się impreza z tej okazji. W piątek też miałem okazję poznać drugiego brata Natalii – Damiana i wypić z nim pierwsze piwo :P

W sobotę od rana dalej sprzątaliśmy. Poznałem swoje drugie dziecko :P W tym miejscu pozdrowienia dla obydwu dziewczyn ;) Trochę problemów było z przywróceniem do stanu używalności rusztów do grilla ale pomógł w tym papier ścierny XD

Ogólnie całe to sprzątanie bardzo mi się podobało :) A to z tej przyczyny, że mogliśmy z Natalią zrobić coś wspólnie dla naszego wspólnego dobra. Trochę mi się to kojarzyło ze sprzątaniem i remontem w świeżo kupionym domku, w którym mielibyśmy razem mieszkać ;) W każdym bądź razie to, że robiliśmy to razem dawało mi mnóstwo radości.

Wieczorem zaczęła się trochę nerwówka, bo pojawiło się kilka niespodziewanych problemów, ale jakoś daliśmy radę. Impreza zaczęła się przy dźwiękach burzy i deszczu, ale trzeba ją zaliczyć do tych udanych, mimo iż niektórzy przesadzili z alkoholem. No i w końcu rodzice Natalii nie będą mieli wątpliwości co do tego, co nas łączy. Ale to w sumie nie jest istotne :)

Do domku wróciliśmy koło 5 i szybciutko poszliśmy spać. Pobudka około 10.30, żeby zdążyć na 11 do kościółka, a później szybkie sprzątanko w klubie i po 17 wyjechaliśmy do Samotni na Diecezjalne Forum Młodych.

Forum…

Hm… Przyjechaliśmy właściwie w połowie tych rekolekcji, ale myślę, że trzeba je uznać za udane. Dla mnie osobiście bardzo ważna była spowiedź, która mnie przede wszystkim nakierowała w pewnych sprawach życiowych, a po drugie umocniła. W tym miejscu dziękuję księdzu Rafałowi za słowa, które do mnie skierował.

W sposób szczególny zapamiętam chyba poniedziałkowe nabożeństwo, w czasie którego odnawialiśmy sakrament chrztu i bierzmowania. Ważne jest, że mogliśmy to zrobić razem, że Natalia cały czas była przy mnie a ja przy niej.

Ważne były też chwile przed tym nabożeństwem, które – wydaje mi się – pozwoliły w pewien sposób umocnić nasz związek. Natuś pamiętaj, że ja zawsze jestem przy Tobie i zawsze możesz na mnie liczyć, podejść i się przytulić, a jeśli potrzebujesz to się wypłakać, tak jak wtedy na tej ławeczce pod krzyżem. Kocham Cię :*

W poniedziałek trochę mnie przypaliło słońce, ale w nocy nad obozowiskiem przeszła burza w związku z czym namiot, w którym spałem trochę przeciekł. No cóż – mokry śpiwór to nie jest przyjemna sprawa, ale jakoś dało się wytrzymać. We wtorek rano ciągle padało, dopiero kiedy przyjechał biskup wyszło słońce. Po południu znów nerwówka związana z ograniczeniem czasowym – trzeba było zdążyć na pociąg. Ostatecznie ks. Rafał podrzucił nas na dworzec – dziękujemy księdzu serdecznie :)

Na peronie trochę się powygłupialiśmy i trzeba było wracać do domu :( Podróż minęła nie bez problemów i opóźnień, ale w końcu wylądowałem w swoim łóżeczku :)

Co więcej? Wspólna adoracja. Wspólnie przeżywana Eucharystia. Wspólnie przeżywane nabożeństwa… Słowa, gesty, itd. Dziękuję…

Lednica i po Lednicy :)

Od czego tu zacząć? Hm.. O wyjeździe na Lednicę w tym roku myślałem, właściwie przez cały rok od poprzedniego spotkania na Polach Lednickich. A im bliżej tegorocznego spotkania tym bardziej tego potrzebowałem. Dlaczego? Przez ostatnie półtorej roku coraz bardziej oddalałem się od Boga, coraz bardziej się gubiłem – ostatecznie przestawałem się modlić, spotykać z Bogiem… Szedłem do spowiedzi, później raz na mszę i na drugi dzień znów nadawałem się do spowiedzi, ale nie odczuwałem takiej potrzeby przez kolejne kilka tygodni… a tymczasem chcąc nie chcąc coraz bardziej staczałem się w mrok… Coraz bardziej się upodlałem…

Aż w końcu doszedłem do momentu, w którym zrozumiałem, że tak się dalej nie da, że koniecznie muszę coś zmienić, muszę się podnieść… Co niestety nie było łatwe…

Nie tak dawno temu Bóg postawił na mojej drodze Natalię… Zaczęliśmy rozmawiać, poznawać się… Pomyślałem, że wyjazd na Lednicę będzie wspaniałą okazją do spędzenia czasu razem – Natalia wcześniej nie planowała tam jechać, ale udało mi się ją namówić. Oboje tego potrzebowaliśmy… Tak więc Natalia zapisała nas na wyjazd z grupą z Kępna. Wyjechaliśmy w sobotę rano autokarem. Po drodze wysłuchaliśmy wykładu ks. Piotra Pawlukiewicza… Teraz już nie pamiętam czy to był ten pierwszy czy drugi jego wykład o seksie itd. W każdym bądź razie, chociaż tego wykładu już wcześniej to także teraz treści w nim zawarte okazały się dla mnie osobiście aktualne i ważne.

W autokarze odmówiliśmy różaniec. To było moje pierwsze doświadczenie wspólnej modlitwy z Natalią. Dawno nie odmawiałem różańca, więc ta modlitwa była dla mnie ważna. Równie ważne było to, że Natalia była tuż obok i że modlił się z nami cały autobus, że nie byłem sam.

Ksiądz rozdał nam wszystkim krzyżyki – i dobrze, bo wyjeżdżając z domu tak się śpieszyłem, że zapomniałem mojego krzyża z RAMu i tak się trochę goły czułem bez niego ;) W każdym bądź razie te krzyżyki dla mnie mają dodatkowe znaczenie – ważne jest, że i ja i Natalia mamy takie same krzyżyki – to przypomina o tym, że jesteśmy razem i że Bóg jest z nami.

Nad Lednicę dojechaliśmy po 12 już, jak doszliśmy na pola lednickie, to miejsce znaleźliśmy sobie w sektorze 11 – niestety na samym końcu :( i do końca spotkania byliśmy na końcu, więc jak zaczął wiać od tyłu wiatr to było trochę zimno, ale daliśmy radę…

Przez około 1-1,5 h byliśmy z Natalią i kilkoma osobami z naszej grupy w sektorze dla niepełnosprawnych, bardzo blisko Ryby :) Nie pytajcie jak się tam znaleźliśmy ;) Było fajnie. Przez chwilę pokropił deszcz, ale ja od razu czułem, że nie będzie padać :) A później Siewcy zaczęli grać i trochę potańczyliśmy. W pewnym momencie nie wiem czemu zwrócił na mnie uwagę jakiś fotoreporter i chciał mi zdjęcie zrobić, ale ponieważ czułem się strasznie głupio, to przytuliłem Natalię i zrobił zdjęcie nam obojgu.. Chociaż trochę musieliśmy mu pozować hehe :)

Później postanowiliśmy wrócić do naszego sektora. Z kilku względów. Przede wszystkim chcieliśmy iść do spowiedzi do naszego księdza. No i chcieliśmy być z naszą grupą. Jak tylko rozłożyliśmy się przy naszej grupie poszliśmy kupić koszulki, a później przygotowaliśmy się do spowiedzi. To niesamowite jak Bóg stawia odpowiednich ludzi na naszej drodze, właśnie wtedy, gdy są nam potrzebni. I ja i Natalia potrzebowaliśmy spowiedzi. Najpierw poszła Natalia, później jej przyjaciółka – Ewelina, a dopiero później ja. I dobrze, że kolejność była właśnie taka. Bo Natalia bardzo mnie potrzebowała po spowiedzi, więc miałem możliwość być przy niej, żeby mogła się wypłakać. Później poszedłem ja. Ksiądz Rafał już z daleka się do mnie uśmiechnął, gdy podchodziłem i to mi dodało trochę otuchy :)

Spowiedź była piękna. Dużo mi dała. A słowa księdza Rafała pomogły mi zrozumieć wiele spraw i wskazały drogę, którą powinienem iść ja sam i ja z Natalią. Bo w sumie chociaż tego nie planowaliśmy wyszło tak, że z Natalią stworzyliśmy parę – to takie trochę niesamowite spotkać kogoś i czuć jakby się tę osobę znało całe życie, ale myślę, że w tym wszystkim jest jakaś interwencja Boga. Ale wracając do spowiedzi – pierwszy raz w życiu dostałem zbiorową pokutę :D Ksiądz wysłał mnie z misją zabrania Natalii na wspólną modlitwę przed Najświętszym Sakramentem :) Także zaraz po rozgrzeszeniu wróciłem do Natalii i po krótkim przytulaniu poszliśmy do kaplicy.

To kolejne doświadczenie wspólnej modlitwy – już bardzo konkretnej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem. Myślę, że to było jedno z najważniejszych wydarzeń tego dnia. Kilka minut modlitwy dodało sił. Bóg najpierw oczyszcza, a później wypełnia serce człowieka swoją miłością.

Jednym z pouczeń, których mi udzielił ksiądz było to, abyśmy z Natalią się modlili – razem, za siebie nawzajem, za nasz związek – żeby w tym wszystkim był Bóg. To tylko takie ukonkretnienie tego co myśmy już wiedzieli i co postanowiliśmy, ale może nie do końca umieliśmy to sprecyzować. I myślę, że to były bardzo ważne słowa. Od tamtej chwili już modliliśmy się razem. Zbliżała się Eucharystia, którą też przeżywaliśmy wspólnie. Ja sam wewnętrznie czułem, że to jest coś bardzo dobrego. To, że fizycznie byliśmy przy sobie dawało nam obojgu poczucie bezpieczeństwa i wsparcia ze strony drugiej osobie – takie powiedzenie „nie bój się – jestem przy Tobie”. A z drugiej strony łączyliśmy się duchowo w Bogu poprzez uczestnictwo w Eucharystii, poprzez kierowanie myśli do Boga. Razem przyjęliśmy Chrystusa w Eucharystii i to też było ważne przeżycie. Razem się później modliliśmy. Razem w sensie, że byliśmy przy sobie. Dla mnie osobiście to bardzo ważne.

Później była adoracja, wybór Chrystusa – wszystko to przeżywaliśmy razem i to było coś pięknego. Niestety nie mogliśmy przejść przez Bramę III Tysiąclecia :( Nasza grupa wyjeżdżała zaraz po północy, więc wyszliśmy z Pól Lednickich tuż po przesłaniu Benedykta XVI. Natalia była tak zmęczona, że zasnęła jak tylko zaczęliśmy się modlić w autokarze. Zrobiła znak krzyża i padła ;) ale to nic :) Ważne jest to, że spotkanie dało nam obojgu bardzo wiele. Mi osobiście pozwoliło poukładać kilka spraw wewnętrznych. Pozwoliło zrozumieć, co tak naprawdę jest najważniejsze, zrozumieć, że bez Boga to wszystko traci znaczenie. Jak to powiedział ksiądz Rafał: „Jeśli w miłości nie ma Boga to ta miłość jest ludzka, a jeśli jest ludzka to jest fizyczna, bo inna być nie może”. To ważne słowa dla mnie osobiście i cieszę się, że mój związek z Natalią zaczął się od spotkania lednickiego – od takiego silnego przeżycia duchowego.

Jak podsumować Lednicę? Hm. Byłem po raz 3. Na pierwszym spotkaniu w Lednicy był moment, gdy chciałem wracać do autokaru. Wtedy przypomniały mi się słowa: „Kto wytrwa będzie zbawiony”. I wtedy powiedziałem sobie: „Przecież po coś tu przyjechałeś, chcesz z tego zrezygnować tylko dlatego, że zmokłeś i zmarzłeś?”. I poczułem się lepiej, taki doładowany. W zeszłym roku na Lednicy, wydaje mi się, został położony bardziej znaczny nacisk na sferę duchową. Później wielu ludzi, którzy tam pojechali ze względu na atmosferę tych spotkań mówiło, że więcej nie pojedzie, bo nie było zbyt fajnie. Mi się jednak zeszłoroczne spotkanie też podobało. A tegoroczne? Tegoroczne spotkanie było bardzo ważnym zwrotem w moim życiu. Czy się nawróciłem? Myślę, a nawet jestem pewny, że tak. Przede wszystkim ze względu na tą spowiedź i na to, że jestem tak silny, jak dawno nie byłem. Ufam, że Bóg będzie mnie wspierał, chociaż wiem, że czeka mnie trudna walka z tym, co było wcześniej, o to, co chcę osiągnąć. Ale co będzie dalej to się dopiero zobaczy. Na dzień dzisiejszy jestem człowiekiem naładowanym pozytywną energią, człowiekiem szczęśliwym :)

Przepraszam jeśli momentami ta relacja przybierała zbyt osobistą refleksję na temat mojego związku uczuciowego z Natalią, ale była ona tak ważnym elementem tegorocznego spotkania, że ta relacja bez wspomnienia o niej nie miałaby żadnego sensu.

Pozdrawiam wszystkich Was serdecznie :)

Maj :)

6 komentarzy

Nadszedł maj. Słońce wyjrzało na świat i ogrzewa nas swoimi promieniami. Od czasu do czasu pada deszcz, zmywając brudy z ulic naszych miast. Co jakiś czas nawiedza nas burza przeszywając gromem powietrze. Natura pokazuje nam swoją siłę, pokazuje, że żyje.

Przebudź się duszo ma ze snu zimowego… Przebudź się i zacznij żyć…

Zbliżają się IGRY :) Znów koncerty, znów zabawa, znów radość. W zeszłym roku, ktoś tę radość zepsuł, ale pojawili się przyjaciele, którzy mnie wsparli. Za to dziękuję tym, którzy przy mnie byli. W tym roku nie przerwie radości nikt :) W gronie przyjaciół czas mija szybko, ale mija szczęśliwie. Dziękuję tym, którzy są.

A jakby ktoś chciał wiedzieć co u mnie odpowiadam krótko – żyję, cieszę się życiem, z życia korzystam, od życia niczego nie oczekuję :) PAX! :)

***

Chyba Ci jeszcze nie mówiłem,
że w oczach Twoich błękicie
utonąłem od pierwszego wejrzenia…

I chyba zapomniałem powiedzieć,
że kiedy zasypiam wieczorem
w snach widzę tylko Twą twarz…

I nie wiem czy wspominałem,
że kiedy się budzę o poranku
Ty jesteś pierwszą myślą w mej głowie…

I muszę Ci jeszcze powiedzieć,
że czasem chciałbym po prostu
przytulić Cię najmocniej jak umiem…

I chciałbym jeszcze Ci wyznać,
że w moim sercu jest takie miejsce,
na którym wyryte jest Twoje imię na zawsze…

Apel 2 :)

12 komentarzy

Do mojej najukochańszej cioteczki :>

Jak Ci się nudzi to sobie kup jakąś książkę. Przy okazji mogłabyś mi oddać moją książkę (Jan Paweł II – Wstańcie, chodźmy!). Ale daj już spokój mi i mojej mamie! A jak coś do mnie masz to powiedz to mi osobiście a nie innym, chyba że nie masz odwagi powiedzieć człowiekowi prosto w twarz tego co o nim myślisz. No tak zapomniałem – ty jesteś tak obłudna, że potrafisz mówić szczerze o ludziach tylko za ich plecami – zawsze tak było – już lata temu, tak samo i teraz. W każdym bądź razie lepiej byłoby, żebym się już więcej nie dowiedział, że mnie oczerniasz za moimi plecami…

Z pozdrowieniem
Twój chrześniak…

Apel :)

1 komentarz

UWAGA! UWAGA!

Do mojej ukochanej ciotki:

ZAJMIJ SIĘ SWOIM ŻYCIEM! I IDŹ SIĘ LECZYĆ NA GŁOWĘ!

Dziękuję za uwagę…

Jak widać zmieniłem trochę wygląd bloga. Na razie tylko strony głównej. Myślę, że tak jest bardziej przejrzyście. Czekam na wszelkie komentarze na temat nowego wyglądu. Wkrótce zmienię też wygląd poszczególnych podstron.

Dzisiaj mija druga rocznica śmierci Jana Pawła II, zakończony zostaje także oficjalnie etap diecezjalny procesu beatyfikacyjnego papieża. Zastanawiam się jak ludzie po tych dwóch latach odnoszą się do papieża. Dwa lata temu papież umierał na oczach całego świata – wtedy każdy miał coś do powiedzenia, każdy w pewien sposób przeżywał tę śmierć. Ale już wtedy rodziły się pytania, co w ludziach zostanie z nauczania papieża. Wielu nazywało papieża „Wielkim” niewielu jednak rozumiało pełnię tej wielkości. Jan Paweł II zostawił po sobie coś więcej niż tylko wspaniałe świadectwo życia i umierania. Owocem jego pontyfikatu jest mnogość encyklik, adhortacji, listów, homilii… Nie sposób chyba zliczyć wszystkich dokumentów podpisanych „Jan Paweł II, papież”.

Powstaje więc pytanie: Kto z tych niezliczonych rzeszy ludzi czczących papieża niemalże jak samego Boga przeczytał w życiu choćby jedną encyklikę? Kto pamięta choćby jedną jego homilię? Kto tak naprawdę słuchał papieża?

Sam pamiętam spotkanie z papieżem w Gliwicach. Był rok 1999. 15 czerwca papież nie mógł przyjachać z powodu przeziębienia. Homilię przygotowaną przez papież wygłosił nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk. Zastanawiam się ilu ludzi pamięta o czym była ta homilia. Ja muszę przyznać nie pamiętam praktycznie nic. Był ciepły czerwcowy dzień. Wygodnie było usiąść na trawie i pogrążyć się w sennym oczekiwaniu końca homilii. Pomijając fakt, że jak zwykle z powodu tłumu było mi dosyć słabo.

Wszyscy natomiast pamiętają dzień 17 czerwca 1999. Pamiętam, że obudziłem się rano (koło 6?). Mama zadzwoniła, że w radiu mówili, że papież przyjedzie jednak do Gliwic. Razem z bratem pobudziliśmy jego dwóch kolegów i wybraliśmy się wspólnie na gliwickie lotnisko. Już wtedy było tam mnóstwo osób. Oficjalne dane podają, że przybyło 500 tysięcy ludzi (15 czerca było podobno 400 tysięcy). W końcu około 12 wylądował papieski śmigłowiec. Gdyby nie relacje prasowe ze spotkania pewnie bym nie pamiętał, że odmówiliśmy z papieżem Anioł Pański. Pamiętam za to znakomicie dialog tłumu z papieżem – wszyscy pewnie pamiętają:

Bóg zapłać! Bóg zapłać za waszą świętą cierpliwość dla Papieża!

Oklaski, okrzyki: „Dużo zdrowia!”

Widać, że Ślązak cierpliwy i twardy. Bo ja bym z takim Papieżem nie wytrzymał. Ma przyjechać, nie przyjeżdżo, potem znowu ni ma przyjechać — przyjeżdżo.

Okrzyki: „Nic nie szkodzi!”

No to dobrze. Jak nic nie szkodzi, to jakoś ze spokojnym sumieniem odjadę do Rzymu.

Okrzyki: „Zostań z nami! Witaj doma!”

Jeszcze pojadę Matkę Boską Częstochowską przeprosić i ze spokojnym sumieniem odjadę, bo mi Ślązaki z Gliwic przebaczyły.

Okrzyki: „Zostań z nami!”

Bogu dzięki, że choć padać przestało.

Okrzyki: „Nie padało!”

Ale w Krakowie padało.

Okrzyki: „Zostań tutaj!”

Wyście zawsze lepsi.

Okrzyki: „Kochamy Ciebie!”

Bogu dzięki, że choć tyle. Na drugi raz zobaczymy.

Okrzyki: „Jeszcze więcej!”

Mówią: „możesz jechać”.

Ślązaki umieją śpiewać. Wystarczy przypomnieć te nieszpory na Górze Świętej Anny. Umieją śpiewać. Bóg wam zapłać. Szczęść Boże!

Okrzyki: „Szczęść Boże! Do zobaczenia! Przyjedź znowu!”

Czy naprawdę Jan Paweł II przemawiał do nas tylko tym, że był papieżem bliskim ludziom? Czy naprawdę umieliśmy go słuchać tylko w takich luźnych rozmowach?

Odkąd prowadzę stronę o historii papiestwa doceniam głębszy wymiar tego pontyfikatu. Pamiętam dzień śmierci papieża. Kiedy dzwony ogłosiły śmierć Jana Pawła II umówiłem się z kolegą pod kościołem i weszliśmy do środka. Nie było wiele osób. Garstka młodzieży, kilka osób starszych. Powoli jednak ludzi przybywało. Nie można powiedzieć, żeby kościół był pełny, ale tyle osób w kościele w nocy to była niesamowita sprawa. W kilka chwil później proboszcz wyszedł żeby odprawić mszę w intencji papieża. Było mi strasznie głupio, że nie będę mógł przystąpić do komunii i wtedy wyszedł jeden z księży, aby spowiadać. Tę śmierć każdy przeżywał na swój sposób. Ja starałem się przeżyć ją jak najlepiej… Być może konsekwencją tego było założenie w kwietniu zeszłego roku tej strony. Nie wiem. To był impuls. Ale zrozumiałem, że warto. Nie dlatego, że strona zdobywa popularność. Po prostu dlatego, że sam przez to mogę się rozwijać. Poznawać lepiej nauczanie papieży.

Dziś chciałbym też zaprosić na forum poświęcone historii papiestwa, które założyłem zaledwie kilka dni temu. Na razie świeci pustkami, ale mam nadzieję, że zainteresowanych tematem przybędzie. Zachęcam w każdym bądź razie do zaglądnięcia, rejestracji, napisania czegoś od siebie.

Dziś wiersza nie będzie…

tak tak.. słoneczko zaczęło mocniej przygrzewać :) co prawda drzewa za oknem jeszcze świecą pustkami, ale wiosnę już czuć w powietrzu… Ludzie porzucili już zimowe ubrania, aby pojawić się na ulicach w czymś lżejszym – kurteczkach, bluzach, a czasem i w samym krótkim rękawku :) Tymczasem ja sam siedzę w domu i kaszlę, bo jakieś takie choróbsko wstrętne zakorzeniło się w tym moim domku i po kolei wszyscy chorują… a zupełnie niedawno przecież leżałem w łóżeczku… a teraz ciotka przyniosła nam do domu nową chorobę i najpierw babcia wylądowała w łóżku, teraz brat się kuruje, mama też jakieś tam tabletki łyka, a ja jeszcze jakoś się trzymam, chociaż męczy mnie trochę kaszel i katar, ale będzie dobrze, bo jest WIOSNA! Pakujemy więc w nasze główki, duszyczki, serduszka i tak dalej mnóstwo OPTYMIZMU, NADZIEI i MIŁOŚCI. Bo tak trzeba, w końcu wiosna trafia się tylko raz w roku :) Co prawda mamy dopiero połowę marca, ale nie można się nastawiać pesymistycznie mając na względzie ewentualny powrót zimy, której bądź co bądź w tym roku za bardzo nie uświadczyliśmy. Zimie mówimy więc kategoryczne NIE! Teraz czas na wiosnę, na miłość, na szaleństwo, na zapominanie o troskach, depresjach i innych takich. Trzeba się cieszyć życiem :)

W związku z powyższym zachęcam Was do powiedzenia kategorycznego NIE wszelkim kłótniom, depresjom, nieporozumieniom, troskom, obawom itp. NIE NIE NIE! :) Trzeba się cieszyć tym, co się ma, a zazwyczaj ma się więcej niż myśli się, że się ma :) Dlatego niech od dzisiaj każdy kolejny dzień będzie wypełniony MIŁOŚCIĄ do wszystkiego co żyje :) Od dzisiaj zapominamy o naszych wrogach, o tych, którzy nas krzywdzili, krzywdzą i o tym, że w naszych rodzinach nie zawsze jest tak idealnie jakbyśmy chcieli. Od dzisiaj bierzemy sprawy w swoje ręce i idziemy na WOJNĘ. Tak tak na wojnę :) Będziemy walczyć ze ZŁEM :P Z tym wszystkim, co wokół nas sprawia, że nie zawsze jesteśmy tak szczęśliwi jakbyśmy chcieli/powinni. Także każdego dnia staramy się sprawić, by w naszej rodzinie było lepiej. Każdego dnia staramy się wybaczyć innym wszelkie pomyłki, błędy i przykrości jakich przez nich doświadczamy. I wreszcie każdego dnia staramy się być takimi dla innych jakbyśmy chcieli, żeby oni byli dla nas, a nawet lepszymi :)

A wiecie po co to wszystko? :) Ktoś może pomyśleć, że to egoizm, ale niektórzy powiedzą, że robią to dla swojego własnego szczęścia, bo im więcej dajemy innym tym szczęśliwsi jesteśmy sami. Kto inny znów zrobi to w imię jakiejś wyższej, altruistycznej idei. A niektórzy zrobią tak po prostu dlatego, że zauważą w tym jakiś sens i cel, do którego chcą dążyć. A może? Hm… Możliwości jak zwykle jest więcej niż może przewidzieć moja mała główka.

Niestety znajdą się pewnie tacy, którzy powiedzą „Pierdolę – nie robię” ;) No cóż – każdy z nas przecież sam decyduje o tym co i dlaczego robi. Jednym mój pomysł się spodoba – i dobrze – a innym się nie spodoba – i to też dobrze. Hehe wszędzie te pozytywy. Ale tak to już jest, że każdy dochodzi do różnych rzeczy na swój własny indywidualny sposób. I ma do tego wszelkie prawo tak długo jak nie ingeruje w wolność innych ludzi. I niech tak będzie :)

A przy okazji – niedawno stuknęły mi 23 lata mojej egzystencji na tej planecie zwanej Ziemią. Z tej to okazji pragnę w tym miejscu podziękować wszystkim za życzenia, pamięć i niepamięć także :) W każdym bądź razie cieszę się, że jest tylu ludzi, którzy o mnie pamiętają i pewnie jeszcze więcej takich, którzy pamiętać by chcieli ;)

A na koniec jak to zwykle bywa wiersz :) Zachęcam do wyrażania swoich opinii w komentarzach. Za wszelkie słowa krytyki będę wdzięczny :)

***

Świat nas rozdzielił –

umieszczeni po przeciwnych stronach życia
zwykliśmy patrzeć przed siebie z nadzieją,
że być może jutro przyniesie rozwiązanie
odwiecznej zagadki naszych smutnych serc.

Ludzie nas skrępowali –

uwięzieni w powłokach splecionych ze snów
zwykliśmy marzyć o dniach, które nadejdą,
gdy tylko więzy trzymające nas tutaj opadną
uwalniając nieprzerwany strumień uczuć.

Czas nas zatrzymał –

utrzymywani w granicach mijających sekund
zwykliśmy chodzić sobie tylko znanymi ścieżkami,
na których tylko ptaki śpiewały swą pieśń
dając nadzieję, że jutro nasze dłonie splotą się.

Życie nas doświadczyło –

ulepieni ze zdarzeń skazujących na śmierć
zwykliśmy wierzyć, że jutro los odmieni się,
i że staniemy kiedyś jak w naszych snach
złączeni pocałunkiem na plaży złocistej.

Kolęda

7 komentarzy

Jak co roku kapłani w całej Polsce udają się na wizyty duszpasterskie. Do mnie ksiądz zawitał wczoraj. Od końca sierpnia w kościele urzęduje nowa ekipa z nowym proboszczem. Cóż więc i trochę zmian następuje w życiu parafii. Choćby to, że kolęda idzie zgodnie z planem, a nie jak popadnie, więc nie trzeba było czekać na księdza kilka godzin.

Kapłan zaskoczył mnie pozytywnie. Przede wszystkim tym, że jak mu babcia dała kopertę to zanim wziął (wychodząc już) to się co najmniej 10 razy zapytał czy nam starczy. Widać nie u wszystkich biorą i dobrze, bo i w parafii większość emerytów i rencistów jest, to i skąd ludzie mają dawać? No ale pieniążki na konkretny cel idą, a mianowicie na wymianę ogrzewania w kościele, bo teraz jest olejowe (od kilku dobrych lat) i strasznie drogo to wychodzi. A że ludzie nie mają z czego dawać to i w kościele zimno, bo nie ma czym ogrzać.

Inna sprawa, że dają ci co nie mogą, a ci co mogą to ani tego nie dadzą… eh tak to już z ludźmi jest… Jak choćby w tej przypowieści o ubogiej wdowie, którą każdy dobrze zna, więc przytaczać nie muszę chyba :)

Co do księży zaś widać, że nie wszyscy są tacy źli, jak to ich media (i ludzie wrogo nastawieni) przedstawić próbują… Księża, jak to ludzie, bywają różni… Zdarzy się pedofil, ale to nie stan kapłański o tym decyduje, ale przeszłość konkretnego człowieka… Zdarzy się taki, który będzie miał dziewczynę na boku, ale to nie stan kapłański o tym decyduje, ale niewłaściwe zrozumienie powołania… Księża zdarzają się różni… a takich będziemy mieli, jakich sobie wymodlimy :)… Patrząc na księdza nie można zapomnieć, że to człowiek, jak każdy z nas… i jak każdy inny człowiek ma prawo do popełniania błędów, jak każdy inny jest poddawany pokusom, próbą i jak każdy upada… trzeba więc się modlić za księży :)

A abstrahując od księży wygląda na to, że mamy zimę. W końcu – możnaby rzec. Śnieg sypał chyba całą noc, a jak wyglądam za okno to widzę, że i teraz biały puch leci z nieba :) Całkiem milusio :)

A w piątek na studniówkę. Heh. Na swojej nie byłem to chociaż z zaproszenia skorzystam :) Ciekawe jak to będzie. O ile się nie zbłaźnię tańcząc poloneza ;) Bo ja to zdolny jestem hehe ;)

A w sobotę koncert Dżemu w Katowicach… Poszedłbym ale… no właśnie… nie dam chyba rady… Bilety 30 zł, no i dzień po studniówce… ale się zobaczy :)

Wierszyk :)

***

Za co pokochałaś mnie?
Za zło, które w Tobie jest
Za co pokochałeś mnie?
Za to wszystko, co w sercu kryje się

Pewnego dnia spotkałem Cię
Nie ważne jak, nie ważne gdzie
Na skraju marzeń światło czerwone
Znak STOP przy Tobie zatrzymał mnie
I nie wiem już, czy było lato
A może wiosna? Jesień? Zima?
Bo nagle czas swój zmienił bieg
I w życiu sens pojawił się

Czemu uśmiechnęłaś się?
Dostrzegłam w oczach Twoich blask
Czemu uśmiechnąłeś się?
Słyszałem iskry cichy trzask

Ma dłoń z Twoją splotła się
W tej chwili, która wieczność trwała
Rzeczywistość zgubiłam gdzieś
W odległym krańcu Twojego świata
I wtedy z oczu Twoich łzy
Obmyły także duszę mą
Gdy wylewałeś z siebie ból
W mym sercu zimny topniał lód

Co ukryłeś w sercu swym?
Ból, który inni zadali mi
Co ukryłaś w sercu swym?
Złość na wszystkie stracone dni

Dawniej zabiłem w sobie miłość
A ja zamroziłam serce swe
Nienawidziłem tych wszystkich ludzi
Ja najbardziej nie lubiłam siebie
Nie zliczę ile razy chciałem zabić
Mnie śmierć o krok mijała nie raz
Chyba nie potrafię im przebaczyć
Nigdy nie przebaczę samej sobie

Za co pokochałeś mnie?
Za to wszystko, co w sercu kryje się
Za co pokochałaś mnie?
Za zło, które w Tobie jest


  • RSS