Minął lipiec… 31 dni zróżnicowanej pogody, a w moim życiu nadal świeci Słońce :) Co ten miesiąc przyniósł w moim życiu? Przede wszystkim kocham i jestem kochany. I wiem, że moja ciotka zapewne przeczytawszy te słowa ich nie zrozumie i znów będzie zgrywać dobrze poinformowaną osobę o tym, co dzieje się w moim życiu. Szczerze mam to gdzieś – ciociu jeśli nadal nie masz odwagi, żeby stanąć ze mną twarzą w twarz i powiedzieć mi co do mnie masz, to już tylko Twój problem. Ja tam mogę mieć nadzieję, że kiedyś Ci minie, i że Bóg dokona koniecznych zmian w Twoim życiu.

To samo zresztą dotyczy się innych osób wielce zainteresowanych moim życiem, które zapewne nie zrozumiały poprzedniej notki…

Ale mniejsza… Wróćmy do miłości…

„Znam kłamstwo jak z nut, że miłość nie znaczy nic” śpiewa Maleo – i coś w tych słowach jest, bo często ten styl myślenia jest propagowany. Ale ta piosenka (Maleo Reggae Rockers – Ostrożnie!) niesie ze sobą inne przesłanie – mówi wyraźnie, że to jest kłamstwo. I tak jest w istocie. „Miłość to nie włącznik, lewo-prawo, on i off”. To mi przypomina jak było ze mną i Natalią. Jak spotkaliśmy się po raz pierwszy i wiedzieliśmy, że od zawsze byliśmy razem i na zawsze razem będziemy. Nie było żadnego włącznika, żadnego pytania „będziesz ze mną chodzić?”, albo coś w tym stylu. Wszelkie pytania nie były konieczne – po prostu oboje wiedzieliśmy, że już jesteśmy parą, tylko potrzebowaliśmy się spotkać, aby móc stworzyć związek formalnie. I może wcześniej bywało różnie, i może teraz nie zawsze dobrze jest, ale miłość jest ponad całym tego świata złem :)

„A ty nie bój się walcz co tchu
I kochaj po sam grób”

W czasie ślubu małżonkowie ślubują sobie między innymi „miłość (…) aż do śmierci”. Szkoda, że w większości małżeństw ta miłość tak szybko staje się rutyną, po prostu przeradza się w przywiązanie. A można inaczej. Czasem widuje takie pary, które mają za sobą długie lata małżeństwa, ale widać po nich, że się kochają. Bo kiedy dwoje ludzi się kocha, ale taką prawdziwą miłością, to to po prostu widać, nie muszą tego okazywać wielkimi gestami, jak to nieraz w zwyczaju mają obecnie młodzi ludzie. Zresztą nie tylko młodzi…

Ktoś powie, że takie szczęście spotyka niewielu, że w większości przypadków miłość „po sam grób” jest rzeczą nierealną, że warto często zmieniać partnerów, żeby się wzajemnie nie ranić. Cóż, prawdą jest, że miłość jest tylko jedna. Jest TA JEDNA MIŁOŚĆ, a nie wiele różnych miłości. Jedno jest też źródło miłości. A skoro jest jedno Źródło i jedna Miłość, to i związek powinien być jeden na całe życie, bo miłość nie ma początku ani końca, ale jej Źródło jest poza granicami czasu i trwa od zawsze i na zawsze. Więc jeśli już w związku używamy słowa miłość to wiedzmy, że miłość jest jedna na całe życie.

Ktoś tu teraz pewnie zarzuci, że i ja w przeszłości dosyć często tego słowa używałem. I będzie miał rację, bo różnie to u mnie w życiu bywało. Ale miłości czasem trzeba się nauczyć, a moja lekcja była długa i nieraz bolesna, tak dla mnie jak i pewnie dla innych. Dzisiaj wiem, jak nie chcę, żeby wyglądał mój związek i wiem, czym miłość nie jest. Czy wiem już czym jest? Hm… Tak myślę, że wiem, ale tak naprawdę każdego dnia uczę się jej na nowo…

***

A co poza tym?

Dostałem się na studia teologiczno – medialno – dziennikarskie. Hm… Nowe miasto, nowe wyzwania, nowe środowiska… Będzie ciężko, ale wierzę, że dam sobie radę, że sobie poradzę, bo wiem, czego chcę i chcę to osiągnąć :)

Poza tym w lipcu byłem na RAMie. Tym razem mogłem pojechać tylko na jeden turnus do Majdanu Sopockiego. I może dobrze, bo rekolekcje były dla mnie osobiście bardzo ciężkie. Strasznie mnie przytłaczało to miejsce – chyba za dużo Majdanu. Ciągłe deja vu… Przejadłem się. Wydaje mi się, że muszę na trochę odpocząć od tego miejsca, ale kto wie :) Ale w ostatecznym rozrachunku dobrze wspominam ludzi z tego turnusu. Przede wszystkim moją grupę. Cieszę się, że to właśnie tych ludzi miałem w grupie – wiele mi dali. Dobrze, że wyjaśniłem różne stare sprawy z Eweliną, ale i pozostali dali mi wiele do myślenia. Te nasze dyskusje, chyba dopiero teraz przynoszą owoce… Dzięki!

Po powrocie z Majdanu posiedziałem kilka dni w domu i pojechałem do Natalii… Kolejny weekend spędzony razem. Kocham Cię Skarbie tak jak jeszcze nigdy nikogo nie kochałem i chcę spędzić z Tobą całe moje życie. Chcę się z Tobą zestarzeć…

Przepraszam za takie osobiste zwroty, bo notka kierowana jest do wszystkich – mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Wracając do tego weekendu, to cieszę, się, że w końcu dane nam było się spotkać po tak długiej rozłące. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie nam dane widywać się częściej. Ale powiem wam drodzy czytelnicy, że rozłąka strasznie buduje związek. Jeśli macie jakieś problemy to zróbcie sobie przerwę – ale nie na zasadzie, że przestajecie być razem i każdy może robić co chce – nie, po prostu przez kilka dni się nie spotykajcie – jak się już spotkacie powinno być lepiej – pozwólcie się sobie za sobą wzajemnie stęsknić, ale nie tak, że nie widzicie się 5 minut i tęsknicie – tęsknijcie naprawdę, tak bardzo, że każda chwila razem, gdy się już zobaczycie będzie czymś tak niesamowitym, jak pierwszy pocałunek!

Zakończę tę notkę cytatem z innej piosenki Maleo – „Żyć, aby kochać”

„Żyję dopóki kocham kocham dopóki żyje
Ta walka się nie skończy dopóki moje serce bije”

I oby nigdy się nie skończyła… :)