Dla wielu młodych ludzi zaczęły się wakacje. Jak lato zaczęło się dla mnie? W piątek rano wyjechałem do Kępna do mojej Ukochanej :) Były to jej urodziny, ale spędziliśmy je pracowicie. Trzeba było trochę ogarnąć klub, w którym w sobotę odbywała się impreza z tej okazji. W piątek też miałem okazję poznać drugiego brata Natalii – Damiana i wypić z nim pierwsze piwo :P

W sobotę od rana dalej sprzątaliśmy. Poznałem swoje drugie dziecko :P W tym miejscu pozdrowienia dla obydwu dziewczyn ;) Trochę problemów było z przywróceniem do stanu używalności rusztów do grilla ale pomógł w tym papier ścierny XD

Ogólnie całe to sprzątanie bardzo mi się podobało :) A to z tej przyczyny, że mogliśmy z Natalią zrobić coś wspólnie dla naszego wspólnego dobra. Trochę mi się to kojarzyło ze sprzątaniem i remontem w świeżo kupionym domku, w którym mielibyśmy razem mieszkać ;) W każdym bądź razie to, że robiliśmy to razem dawało mi mnóstwo radości.

Wieczorem zaczęła się trochę nerwówka, bo pojawiło się kilka niespodziewanych problemów, ale jakoś daliśmy radę. Impreza zaczęła się przy dźwiękach burzy i deszczu, ale trzeba ją zaliczyć do tych udanych, mimo iż niektórzy przesadzili z alkoholem. No i w końcu rodzice Natalii nie będą mieli wątpliwości co do tego, co nas łączy. Ale to w sumie nie jest istotne :)

Do domku wróciliśmy koło 5 i szybciutko poszliśmy spać. Pobudka około 10.30, żeby zdążyć na 11 do kościółka, a później szybkie sprzątanko w klubie i po 17 wyjechaliśmy do Samotni na Diecezjalne Forum Młodych.

Forum…

Hm… Przyjechaliśmy właściwie w połowie tych rekolekcji, ale myślę, że trzeba je uznać za udane. Dla mnie osobiście bardzo ważna była spowiedź, która mnie przede wszystkim nakierowała w pewnych sprawach życiowych, a po drugie umocniła. W tym miejscu dziękuję księdzu Rafałowi za słowa, które do mnie skierował.

W sposób szczególny zapamiętam chyba poniedziałkowe nabożeństwo, w czasie którego odnawialiśmy sakrament chrztu i bierzmowania. Ważne jest, że mogliśmy to zrobić razem, że Natalia cały czas była przy mnie a ja przy niej.

Ważne były też chwile przed tym nabożeństwem, które – wydaje mi się – pozwoliły w pewien sposób umocnić nasz związek. Natuś pamiętaj, że ja zawsze jestem przy Tobie i zawsze możesz na mnie liczyć, podejść i się przytulić, a jeśli potrzebujesz to się wypłakać, tak jak wtedy na tej ławeczce pod krzyżem. Kocham Cię :*

W poniedziałek trochę mnie przypaliło słońce, ale w nocy nad obozowiskiem przeszła burza w związku z czym namiot, w którym spałem trochę przeciekł. No cóż – mokry śpiwór to nie jest przyjemna sprawa, ale jakoś dało się wytrzymać. We wtorek rano ciągle padało, dopiero kiedy przyjechał biskup wyszło słońce. Po południu znów nerwówka związana z ograniczeniem czasowym – trzeba było zdążyć na pociąg. Ostatecznie ks. Rafał podrzucił nas na dworzec – dziękujemy księdzu serdecznie :)

Na peronie trochę się powygłupialiśmy i trzeba było wracać do domu :( Podróż minęła nie bez problemów i opóźnień, ale w końcu wylądowałem w swoim łóżeczku :)

Co więcej? Wspólna adoracja. Wspólnie przeżywana Eucharystia. Wspólnie przeżywane nabożeństwa… Słowa, gesty, itd. Dziękuję…