Lednica i po Lednicy :)

Od czego tu zacząć? Hm.. O wyjeździe na Lednicę w tym roku myślałem, właściwie przez cały rok od poprzedniego spotkania na Polach Lednickich. A im bliżej tegorocznego spotkania tym bardziej tego potrzebowałem. Dlaczego? Przez ostatnie półtorej roku coraz bardziej oddalałem się od Boga, coraz bardziej się gubiłem – ostatecznie przestawałem się modlić, spotykać z Bogiem… Szedłem do spowiedzi, później raz na mszę i na drugi dzień znów nadawałem się do spowiedzi, ale nie odczuwałem takiej potrzeby przez kolejne kilka tygodni… a tymczasem chcąc nie chcąc coraz bardziej staczałem się w mrok… Coraz bardziej się upodlałem…

Aż w końcu doszedłem do momentu, w którym zrozumiałem, że tak się dalej nie da, że koniecznie muszę coś zmienić, muszę się podnieść… Co niestety nie było łatwe…

Nie tak dawno temu Bóg postawił na mojej drodze Natalię… Zaczęliśmy rozmawiać, poznawać się… Pomyślałem, że wyjazd na Lednicę będzie wspaniałą okazją do spędzenia czasu razem – Natalia wcześniej nie planowała tam jechać, ale udało mi się ją namówić. Oboje tego potrzebowaliśmy… Tak więc Natalia zapisała nas na wyjazd z grupą z Kępna. Wyjechaliśmy w sobotę rano autokarem. Po drodze wysłuchaliśmy wykładu ks. Piotra Pawlukiewicza… Teraz już nie pamiętam czy to był ten pierwszy czy drugi jego wykład o seksie itd. W każdym bądź razie, chociaż tego wykładu już wcześniej to także teraz treści w nim zawarte okazały się dla mnie osobiście aktualne i ważne.

W autokarze odmówiliśmy różaniec. To było moje pierwsze doświadczenie wspólnej modlitwy z Natalią. Dawno nie odmawiałem różańca, więc ta modlitwa była dla mnie ważna. Równie ważne było to, że Natalia była tuż obok i że modlił się z nami cały autobus, że nie byłem sam.

Ksiądz rozdał nam wszystkim krzyżyki – i dobrze, bo wyjeżdżając z domu tak się śpieszyłem, że zapomniałem mojego krzyża z RAMu i tak się trochę goły czułem bez niego ;) W każdym bądź razie te krzyżyki dla mnie mają dodatkowe znaczenie – ważne jest, że i ja i Natalia mamy takie same krzyżyki – to przypomina o tym, że jesteśmy razem i że Bóg jest z nami.

Nad Lednicę dojechaliśmy po 12 już, jak doszliśmy na pola lednickie, to miejsce znaleźliśmy sobie w sektorze 11 – niestety na samym końcu :( i do końca spotkania byliśmy na końcu, więc jak zaczął wiać od tyłu wiatr to było trochę zimno, ale daliśmy radę…

Przez około 1-1,5 h byliśmy z Natalią i kilkoma osobami z naszej grupy w sektorze dla niepełnosprawnych, bardzo blisko Ryby :) Nie pytajcie jak się tam znaleźliśmy ;) Było fajnie. Przez chwilę pokropił deszcz, ale ja od razu czułem, że nie będzie padać :) A później Siewcy zaczęli grać i trochę potańczyliśmy. W pewnym momencie nie wiem czemu zwrócił na mnie uwagę jakiś fotoreporter i chciał mi zdjęcie zrobić, ale ponieważ czułem się strasznie głupio, to przytuliłem Natalię i zrobił zdjęcie nam obojgu.. Chociaż trochę musieliśmy mu pozować hehe :)

Później postanowiliśmy wrócić do naszego sektora. Z kilku względów. Przede wszystkim chcieliśmy iść do spowiedzi do naszego księdza. No i chcieliśmy być z naszą grupą. Jak tylko rozłożyliśmy się przy naszej grupie poszliśmy kupić koszulki, a później przygotowaliśmy się do spowiedzi. To niesamowite jak Bóg stawia odpowiednich ludzi na naszej drodze, właśnie wtedy, gdy są nam potrzebni. I ja i Natalia potrzebowaliśmy spowiedzi. Najpierw poszła Natalia, później jej przyjaciółka – Ewelina, a dopiero później ja. I dobrze, że kolejność była właśnie taka. Bo Natalia bardzo mnie potrzebowała po spowiedzi, więc miałem możliwość być przy niej, żeby mogła się wypłakać. Później poszedłem ja. Ksiądz Rafał już z daleka się do mnie uśmiechnął, gdy podchodziłem i to mi dodało trochę otuchy :)

Spowiedź była piękna. Dużo mi dała. A słowa księdza Rafała pomogły mi zrozumieć wiele spraw i wskazały drogę, którą powinienem iść ja sam i ja z Natalią. Bo w sumie chociaż tego nie planowaliśmy wyszło tak, że z Natalią stworzyliśmy parę – to takie trochę niesamowite spotkać kogoś i czuć jakby się tę osobę znało całe życie, ale myślę, że w tym wszystkim jest jakaś interwencja Boga. Ale wracając do spowiedzi – pierwszy raz w życiu dostałem zbiorową pokutę :D Ksiądz wysłał mnie z misją zabrania Natalii na wspólną modlitwę przed Najświętszym Sakramentem :) Także zaraz po rozgrzeszeniu wróciłem do Natalii i po krótkim przytulaniu poszliśmy do kaplicy.

To kolejne doświadczenie wspólnej modlitwy – już bardzo konkretnej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem. Myślę, że to było jedno z najważniejszych wydarzeń tego dnia. Kilka minut modlitwy dodało sił. Bóg najpierw oczyszcza, a później wypełnia serce człowieka swoją miłością.

Jednym z pouczeń, których mi udzielił ksiądz było to, abyśmy z Natalią się modlili – razem, za siebie nawzajem, za nasz związek – żeby w tym wszystkim był Bóg. To tylko takie ukonkretnienie tego co myśmy już wiedzieli i co postanowiliśmy, ale może nie do końca umieliśmy to sprecyzować. I myślę, że to były bardzo ważne słowa. Od tamtej chwili już modliliśmy się razem. Zbliżała się Eucharystia, którą też przeżywaliśmy wspólnie. Ja sam wewnętrznie czułem, że to jest coś bardzo dobrego. To, że fizycznie byliśmy przy sobie dawało nam obojgu poczucie bezpieczeństwa i wsparcia ze strony drugiej osobie – takie powiedzenie „nie bój się – jestem przy Tobie”. A z drugiej strony łączyliśmy się duchowo w Bogu poprzez uczestnictwo w Eucharystii, poprzez kierowanie myśli do Boga. Razem przyjęliśmy Chrystusa w Eucharystii i to też było ważne przeżycie. Razem się później modliliśmy. Razem w sensie, że byliśmy przy sobie. Dla mnie osobiście to bardzo ważne.

Później była adoracja, wybór Chrystusa – wszystko to przeżywaliśmy razem i to było coś pięknego. Niestety nie mogliśmy przejść przez Bramę III Tysiąclecia :( Nasza grupa wyjeżdżała zaraz po północy, więc wyszliśmy z Pól Lednickich tuż po przesłaniu Benedykta XVI. Natalia była tak zmęczona, że zasnęła jak tylko zaczęliśmy się modlić w autokarze. Zrobiła znak krzyża i padła ;) ale to nic :) Ważne jest to, że spotkanie dało nam obojgu bardzo wiele. Mi osobiście pozwoliło poukładać kilka spraw wewnętrznych. Pozwoliło zrozumieć, co tak naprawdę jest najważniejsze, zrozumieć, że bez Boga to wszystko traci znaczenie. Jak to powiedział ksiądz Rafał: „Jeśli w miłości nie ma Boga to ta miłość jest ludzka, a jeśli jest ludzka to jest fizyczna, bo inna być nie może”. To ważne słowa dla mnie osobiście i cieszę się, że mój związek z Natalią zaczął się od spotkania lednickiego – od takiego silnego przeżycia duchowego.

Jak podsumować Lednicę? Hm. Byłem po raz 3. Na pierwszym spotkaniu w Lednicy był moment, gdy chciałem wracać do autokaru. Wtedy przypomniały mi się słowa: „Kto wytrwa będzie zbawiony”. I wtedy powiedziałem sobie: „Przecież po coś tu przyjechałeś, chcesz z tego zrezygnować tylko dlatego, że zmokłeś i zmarzłeś?”. I poczułem się lepiej, taki doładowany. W zeszłym roku na Lednicy, wydaje mi się, został położony bardziej znaczny nacisk na sferę duchową. Później wielu ludzi, którzy tam pojechali ze względu na atmosferę tych spotkań mówiło, że więcej nie pojedzie, bo nie było zbyt fajnie. Mi się jednak zeszłoroczne spotkanie też podobało. A tegoroczne? Tegoroczne spotkanie było bardzo ważnym zwrotem w moim życiu. Czy się nawróciłem? Myślę, a nawet jestem pewny, że tak. Przede wszystkim ze względu na tą spowiedź i na to, że jestem tak silny, jak dawno nie byłem. Ufam, że Bóg będzie mnie wspierał, chociaż wiem, że czeka mnie trudna walka z tym, co było wcześniej, o to, co chcę osiągnąć. Ale co będzie dalej to się dopiero zobaczy. Na dzień dzisiejszy jestem człowiekiem naładowanym pozytywną energią, człowiekiem szczęśliwym :)

Przepraszam jeśli momentami ta relacja przybierała zbyt osobistą refleksję na temat mojego związku uczuciowego z Natalią, ale była ona tak ważnym elementem tegorocznego spotkania, że ta relacja bez wspomnienia o niej nie miałaby żadnego sensu.

Pozdrawiam wszystkich Was serdecznie :)