Trochę zmian na blogu ;) Czysto kosmetycznych… A w życiu jakoś leci…

Niedawno na kazaniu bodajże ksiądz opowiadał historię, o starszej kobiecie, która twierdziła, że ukazuje jej się Chrystus. Poszła z tym do proboszcza, ale ten nie chciał jej dać wiary. Chcąc ją sprawdzić powiedział jej: „Następnym razem, niech Go pani zapyta o moje grzechy”. Po jakimś czasie kobieta wróciła, twierdząc, że znów ukazał jej się Chrystus. „I co, powiedział jakie mam grzechy?” – zapytał ksiądz proboszcz. „Powiedział, że wszystkie już zapomniał” – odparała kobiecina.

Miłosierdzie Boże jest pozbawione granic… Ta historyjka pokazuje nam jak daleko Bóg nas kocha, jak bardzo nam przebacza, po prostu zapomina…

„Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe.” /Mt 19, 26/

Tak właśnie, żaden człowiek nie jest w stanie zbawić siebie samego, ale Bóg może i chce zbawić każdego. Zostawia nam jednak wolną wolę…

My już zostaliśmy usprawiedliwieni przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa i nie potrzebujemy więcej usprawiedliwienia. Musimy tylko je przyjąć, przyjąć zbawczą moc Syna Bożego, który „do końca nas umiłował”.

Grzech w całej swojej złożoności jest zwykłym zaprzeczeniem miłości. Można by rzec: kto kocha nie grzeszy. Ale żaden człowiek na ziemi nie jest w stanie osiągnąć tej doskonałej miłości, którą obdarza nas Bóg. Co nie znaczy, że nie mamy do niej dążyć. Wręcz przeciwnie. Życie to nieustanne dążenie do pewnej doskonałości, którą jesteśmy w stanie osiągnąć dopiero po śmierci. To jednak nie znaczy, że im szybciej umrzemy tym lepiej. Nagrodę otrzymujemy za życie, a nie za śmierć. „Pod wieczór naszego życia będziemy sądzeni z miłości” – przypomina nam św. Jan od Krzyża. Życie człowieka ma więc być realizacją miłości, którą obdarza nas Bóg.

Każdy człowiek jest istotą zdolną do kochania, ale i potrzebującą miłości. Rozumiejąc tę potrzebę ustanowił Jezus Kościół, jako wspólnotę ludzi wierzących. Wielokrotnie Kościół nawoływał wiernych do miłości. Z Pisma Świetego dowiadujemy się, że pierwsi chrześcijanie dzielili się wszystkim co mieli, sprzedawali majątki i rozdawali ubogim, opiekowali się chorymi, osamotnionymi. Wykonywali wszelkie uczynki miłosierdzia, a nadto wszystko trwali wspólnie na modlitwie i łamaniu chleba.

Jak daleko dzisiaj jesteśmy od tych pierwszych wspólnot chrześcijańskich?..

Chrześcijaństwo przyniosło światu miłość.. Po 2 tysiącach lat ta miłość tak bardzo zubożała w zwykłych ludziach. Stała się często tylko słowem wypowiadanym nieraz bez zastanowienia, bez pokrycia…

A jednak i dziś istnieją ludzie, którzy są świadkami tej prawdziwej miłości. Ludzie, którzy krocząc przez życie nie kierują się materializmem tak rozpowszechnionym w dzisiejszym społeczeństwie. Ludzie, dla których prawdziwą wartością jest miłość. Ludzie, którzy dają światu nadzieję. Ludzie, którzy trwają mocno w wierze.

Tylko dlaczego patrząc na tych ludzi tak niewiele się od nich uczymy?… Dlaczego słuchamy, ale nie słyszymy?…

„Kto ma uszy, niechaj słucha!” /Mt 11, 15/

Do kin właśnie wszedł film „Karol – papież, który pozostał człowiekiem”… Na pewno wybierze się na ten film wielu… Być może teraz, słuchając Jana Pawła II, wreszcie zaczniemy go słuchać, a nie tylko mówić „Jan Paweł II wielkim człowiekiem był”… Był, ale uczył każdego człowieka na świecie, jak być takim wielkim człowiekiem… Jak być świętym… Albowiem świętość to nie jest coś wyjątkowego, przeznaczonego dla nielicznych… Świętość to obowiązek każdego chrześcijanina… Świętość to obowiązek każdego człowieka…

A zatem do kin marszem i słuchać! :)

***

Znów we mnie to uczucie tęsknoty
Jakiejś niewysłowionej samotności
Która przenika człowieka na wskroś
By wycisnąć z niego choćby jedną łzę

I znów nad kartką papieru pochylony
Z długopisem w ręce mógłbym przelać
Wszystkie myśli kłębiące się w głowie
Na słowa ułożone niczym jakaś układanka

I gdyby tak było naprawdę to ta kartka
Wyrwana z jakiegoś starego szkolnego zeszytu
Musiałaby być już mokra od moich łez
Płynących wolnym strumieniem z oczu

Lecz ja już dawno zamieniłem papier
Na szklany ekran monitora, a długopis
Już dawno zmienił się w klawiaturę
Stojącego od lat na biurku komputera

Czy tak łatwiej? Kto wie, być może
Bo i po cóż pisać dwa razy to samo
Po co kreślić, poprawiać, mieść, wyrzucać
Skoro łatwiej nacisnąć jeden przycisk

Ale może kiedyś ktoś się nad tym zatrzyma
I znajdzie zagubioną kartkę papieru
Na której parę słów skreślonych niezgrabnie
Ułożonych w zwrotki tworzy całość

I może plamka pośród tych słów
Poruszy serce tego, który je czyta
I może łza, co spadła przed laty
Będzie dla niego coś więcej znaczyć

Lecz tych kilku słów spisanych powoli
Nie znajdzie na żadnym skrawku papieru
Są one złożone z zer i jedynek
Trzymanych w pamięci komputera…