sdms blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2006

miłość….

18 komentarzy

Trochę zmian na blogu ;) Czysto kosmetycznych… A w życiu jakoś leci…

Niedawno na kazaniu bodajże ksiądz opowiadał historię, o starszej kobiecie, która twierdziła, że ukazuje jej się Chrystus. Poszła z tym do proboszcza, ale ten nie chciał jej dać wiary. Chcąc ją sprawdzić powiedział jej: „Następnym razem, niech Go pani zapyta o moje grzechy”. Po jakimś czasie kobieta wróciła, twierdząc, że znów ukazał jej się Chrystus. „I co, powiedział jakie mam grzechy?” – zapytał ksiądz proboszcz. „Powiedział, że wszystkie już zapomniał” – odparała kobiecina.

Miłosierdzie Boże jest pozbawione granic… Ta historyjka pokazuje nam jak daleko Bóg nas kocha, jak bardzo nam przebacza, po prostu zapomina…

„Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe.” /Mt 19, 26/

Tak właśnie, żaden człowiek nie jest w stanie zbawić siebie samego, ale Bóg może i chce zbawić każdego. Zostawia nam jednak wolną wolę…

My już zostaliśmy usprawiedliwieni przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa i nie potrzebujemy więcej usprawiedliwienia. Musimy tylko je przyjąć, przyjąć zbawczą moc Syna Bożego, który „do końca nas umiłował”.

Grzech w całej swojej złożoności jest zwykłym zaprzeczeniem miłości. Można by rzec: kto kocha nie grzeszy. Ale żaden człowiek na ziemi nie jest w stanie osiągnąć tej doskonałej miłości, którą obdarza nas Bóg. Co nie znaczy, że nie mamy do niej dążyć. Wręcz przeciwnie. Życie to nieustanne dążenie do pewnej doskonałości, którą jesteśmy w stanie osiągnąć dopiero po śmierci. To jednak nie znaczy, że im szybciej umrzemy tym lepiej. Nagrodę otrzymujemy za życie, a nie za śmierć. „Pod wieczór naszego życia będziemy sądzeni z miłości” – przypomina nam św. Jan od Krzyża. Życie człowieka ma więc być realizacją miłości, którą obdarza nas Bóg.

Każdy człowiek jest istotą zdolną do kochania, ale i potrzebującą miłości. Rozumiejąc tę potrzebę ustanowił Jezus Kościół, jako wspólnotę ludzi wierzących. Wielokrotnie Kościół nawoływał wiernych do miłości. Z Pisma Świetego dowiadujemy się, że pierwsi chrześcijanie dzielili się wszystkim co mieli, sprzedawali majątki i rozdawali ubogim, opiekowali się chorymi, osamotnionymi. Wykonywali wszelkie uczynki miłosierdzia, a nadto wszystko trwali wspólnie na modlitwie i łamaniu chleba.

Jak daleko dzisiaj jesteśmy od tych pierwszych wspólnot chrześcijańskich?..

Chrześcijaństwo przyniosło światu miłość.. Po 2 tysiącach lat ta miłość tak bardzo zubożała w zwykłych ludziach. Stała się często tylko słowem wypowiadanym nieraz bez zastanowienia, bez pokrycia…

A jednak i dziś istnieją ludzie, którzy są świadkami tej prawdziwej miłości. Ludzie, którzy krocząc przez życie nie kierują się materializmem tak rozpowszechnionym w dzisiejszym społeczeństwie. Ludzie, dla których prawdziwą wartością jest miłość. Ludzie, którzy dają światu nadzieję. Ludzie, którzy trwają mocno w wierze.

Tylko dlaczego patrząc na tych ludzi tak niewiele się od nich uczymy?… Dlaczego słuchamy, ale nie słyszymy?…

„Kto ma uszy, niechaj słucha!” /Mt 11, 15/

Do kin właśnie wszedł film „Karol – papież, który pozostał człowiekiem”… Na pewno wybierze się na ten film wielu… Być może teraz, słuchając Jana Pawła II, wreszcie zaczniemy go słuchać, a nie tylko mówić „Jan Paweł II wielkim człowiekiem był”… Był, ale uczył każdego człowieka na świecie, jak być takim wielkim człowiekiem… Jak być świętym… Albowiem świętość to nie jest coś wyjątkowego, przeznaczonego dla nielicznych… Świętość to obowiązek każdego chrześcijanina… Świętość to obowiązek każdego człowieka…

A zatem do kin marszem i słuchać! :)

***

Znów we mnie to uczucie tęsknoty
Jakiejś niewysłowionej samotności
Która przenika człowieka na wskroś
By wycisnąć z niego choćby jedną łzę

I znów nad kartką papieru pochylony
Z długopisem w ręce mógłbym przelać
Wszystkie myśli kłębiące się w głowie
Na słowa ułożone niczym jakaś układanka

I gdyby tak było naprawdę to ta kartka
Wyrwana z jakiegoś starego szkolnego zeszytu
Musiałaby być już mokra od moich łez
Płynących wolnym strumieniem z oczu

Lecz ja już dawno zamieniłem papier
Na szklany ekran monitora, a długopis
Już dawno zmienił się w klawiaturę
Stojącego od lat na biurku komputera

Czy tak łatwiej? Kto wie, być może
Bo i po cóż pisać dwa razy to samo
Po co kreślić, poprawiać, mieść, wyrzucać
Skoro łatwiej nacisnąć jeden przycisk

Ale może kiedyś ktoś się nad tym zatrzyma
I znajdzie zagubioną kartkę papieru
Na której parę słów skreślonych niezgrabnie
Ułożonych w zwrotki tworzy całość

I może plamka pośród tych słów
Poruszy serce tego, który je czyta
I może łza, co spadła przed laty
Będzie dla niego coś więcej znaczyć

Lecz tych kilku słów spisanych powoli
Nie znajdzie na żadnym skrawku papieru
Są one złożone z zer i jedynek
Trzymanych w pamięci komputera…

Ktoś powiedział „wstydzę się”… Czego?… „mojej wiary”… Hm…

Jestem chrześcijaninem wyznania rzymskokatolickiego… Często spotykam się z tym, jak ktoś wypowiada to z pogardą „jesteś katolikiem?”… Tak jestem… I się tego nie wstydzę… Może Kościół nie jest idealny i nigdy idealny nie był, ale kto z nas jest idealny? Jeżeli Kościół tworzą ludzie grzeszni to nie uniknie się błędów od samej góry, aż po sam dół… Ale to jest właśnie mocą Kościoła – jest to wspólnota zwykłych szarych ludzi, ludzi grzesznych… Nie ma jakichś wyjątków… Nie ma jakichś świętych za życia… Nawet Jan Paweł II (święty natychmiast) popełniał błędy… Nawet on spowiadał się i to częściej niż 90% katolików… wolę więc należeć do wspólnoty ludzi tak samo grzesznych jak ja, gdzie mogę zostać wysłuchany, zrozumiany itd., niż do żadnej i męczyć się ze swoim życiem całkiem sam…

Ale co ja chciałem…

Stereotypy?… ach no tak Kościół jest stereotypowy, niepostępowy, konserwatywny, bo… no bo przecież wszyscy się pieprzą przed ślubem, a potem i tak idą do ślubu w białych sukniach symbolizujących dziewictwo… i tak wszyscy stosują antykoncepcję, bo po co odmawiać sobie przyjemność bla bla bla… Otóż nie… Mam 22 lata i znam wielu ludzi w moim wieku i starszych, którzy czekają z seksem do ślubu, którzy nie uznają antykoncepcji itd… Tu wielu zarzuca „pewnie nie było okazji”… Otóż nie… Są ludzie, którzy żyją w związku już dobrych kilka lat, często razem wyjeżdżają, często są sami… mają mnóstwo okazji do seksu – po prostu nie chcą… to ich wybór… to mój wybór… to moja wiara… Nie są to też, jak uważają niektórzy, jakieś pasztety, lub zakompleksieni ludzie… Wręcz przeciwnie są to ludzie, którzy mają o wiele mniej kompleksów niż przeciętna nastolatka idąca do łóżka z chłopakiem tylko po to, żeby ten jej nie rzucił, albo chłopak idący do łóżka z dziewczyną, żeby nie wypaść gorzej od kolegów… Albo tylko dlatego, że „wszyscy to robią”… często wbrew swoim przekonaniom, swojej woli…

Co tam jeszcze było?… Ah.. No tak Kościół mordował ludzi na przestrzeni wieków itd. itp… Pewnie i nikt temu nie przeczy, ale każdy z nas popełnia błędy.. Jedni większe drudzy mniejsze… W średniowieczu o wiele gorsze akcje odchodziły niż wyprawy krzyżowe, ale to już nikogo nie dziwi – to Kościół jest zły… Tak samo dzisiaj – ludzie różne akcje odstawiają – ale to Kościół jest zły, bo o Kościele i politykach mówi się głośno… Ale to każdy najdrobniejszy błąd Kościoła nagłaśnia się tak, żeby wszyscy o tym wiedzieli „patrzcie patrzcie jaki ten Kościół jest zły”…

Pedofilia, alkoholizm, kochanki, burdele, hazard… „i co ty takim księżom wierzysz?”… Nie na Boga… Ja wierzę Biblii i Tradycji Kościoła – nauczaniu Apostołów, papieży, doktorów i ojców Kościoła, świętych itd… Człowiek, który podaje się za chrześcijanina, a nie przestrzega zasad chrześcijaństwa sam na siebie sprowadza wyrok… Nie można uogólniać – nie każdy ksiądz jest pedofilem, hazardzistą czy alkoholikiem… Są takie przypadki, ale na Boga, w Polsce mamy tysiące księży… Ja sam znam wielu… I tylko niewielki procent z nich to źli księża… Może to moja subiektywna ocena… może to tylko moje szczęście, a może coś w tym po prostu jest?…

A co mi da chodzenie do kościoła… tylko mnie wkurzają te babcie co fałszują i tylko klepią różaniec i nic z tego nie mają…
Hm… A skąd wiesz, że nie mają?… Ale mniejsza o to… Wiadomo, że często starsze osoby zostały wychowane na prostej wierze typu „chodzę, bo tak trzeba” itp… Ale to już nie ich wina… I nie jest też ich winą to, co Ty robisz ze swoją wiarą… kto powiedział, że masz być jak one?… Jan Paweł II powiedział, że wiara to nie jest coś stałego, coś o czym można powiedzieć, że się to ma… Wiarę trzeba pielęgnować, rozwijać, nieustannie zdobywać… Dla Ciebie nie liczy się po co do kościoła przychodzą te wszystkie babcie, ale ważne jest to po co przychodzisz ty sam… Czy po to, żeby popatrzeć na księdza, babcie klepiące różaniec, odmówić kilka modlitw, wrócić do domu i pogadać o tym kto szedł do komunii, a kto nie? Czy też po to, żeby się spotkać przede wszystkim z Bogiem?
Modlitwa to więź, relacja jaką człowiek ma z Bogiem… Każda modlitwa musi być rozmową z Bogiem – nie ważne, czy jest to odklepywany codziennie różaniec, czy też modlitwa własnymi słowami – liczy się to, by zwrócić się do Boga, by nawiązać relację…
Do kościoła chodzę po to, by spotkać się z Bogiem i przeżyć to, co chrześcijanie na całym świecie przeżywają od 2000 lat, to, co nakazał Jezus powtarzać swoim uczniom… „to czyńcie na moją pamiątkę”… Eucharystia to nie jest jakieś odklepanie pewnego rytuału, nie jest to po prostu wspomnienie pewnego wydarzenia, jest to spotkanie z Bogiem, którego kulminacją jest przyjęcie Jezusa w Jego Ciele i Krwi… Bez tego, życie chrześcijanina nie ma sensu…

Moja babcia zwykła mawiać, że wstydzić to trzeba się kraść… Jezus mówi wprost:

„Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” /Mt 10, 32-33/

Nie jestem idealny – rozumiem więc, że inni też tacy nie są…
Nie jestem bez grzechu – rozumiem, że inni grzeszą…
Popełniam błędy – inni też mają prawo je popełniać…
Pragnę przebaczenia – przebaczam więc innym…
Pragnę akceptacji – akceptuję innych…
Pragnę miłości – kocham innych…
etc…

Nie wstydzę się tego, kim jestem… Nie wstydzę się swojej wiary… Jestem chrześcijaninem wyznania rzymskokatolickiego…

Ps. Nie chciałbym, żeby osoba, której wypowiedź stała się inspiracją dla tej notki odebrała ją osobiście… Potraktujmy to jako felieton, zainspirowany pewnym konkretnym wydarzeniem, ale dotyczącym czegoś szerszego… Nie piję tu do tej konkretnej osoby, opisuję raczej szereg różnych, najczęściej spotykanych zarzutów wobec Kościoła Rzymskokatolickiego, z którymi spotkałem się na przestrzeni lat… Więc do tej konkretnej osoby: Idź w pokoju i niech ci życie lekkie będzie… :)

Wiersz dedykowany Anorizie :)

***

Pochylona nad obrazem
Samotności
W czarnej bluzie zapiętej pod szyję
Odłączona od świata
Codzienności
Czerwoną czapką z daszkiem
Gdzieś na skraju
Człowieczeństwa
Oddalona niemalże od wszystkich
Skłoniłaś głowę przed pięknem
Natury…
Podaj dłoń…
Wstań…
Zatańczmy taniec dziękczynienia
Za świat, który został nam dany…


  • RSS