„Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć” (Mt 10,26).

Nieraz potrzeba wiele czasu, żeby coś zrozumieć. Nieraz prawda wychodzi na jaw dopiero po wielu latach. Wczoraj wieczorem zrozumiałem, co właściwie zrobiłem nie tak. Bo pragnąc szczęścia zapomniałem o dobru, które często jest ważniejsze od szczęścia. I skoro pozwoliłem w to wszystko wkraść się złu, aby dać szczęście, to nie mogę się teraz dziwić, że wszystko wygląda teraz tak, jak wygląda. Czasem naprawdę trzeba zanurzyć się w samym sobie, by zrozumieć, co właściwie jest nie tak. Albo by odkryć coś czego istnienia się nie spodziewamy, lub co praktycznie chcemy od siebie odrzucić. Coś o czym myśleliśmy, że już nie istnieje. Ja odkryłem malutką iskierkę nadziei, tej nadziei, która podobno umiera ostatnia. I w tej nadziei przyjdzie mi trwać – jak długo? Nie wiem. Zrozumiałem, że…
„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.” (Mt 7,7)
Ja szukałem, ale już nie szukam, bo znalazłem to, czego szukałem. Chyba się za bardzo śpieszyłem. Teraz wskazana jest chyba cierpliwość. Prosić i kołatać…
„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość” (1 Kor 13,13).

Nasze dzieci
To już nie dzieci
To alfonsi i dziwki
Mają
Po dwanaście lat
A o seksie
Wiedzą więcej
Niż doświadczony
Osiemdziesięcioletni
Dziadek…