sdms blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2006

Czasem człowiek tak ma, że niespodziewanie w jego głowie pojawia się jakiś pomysł i w tym momencie dąży do jak najszybszego zreazlizowania tej idei. Czasem w ten sposób napisze wiersz, innym razem namaluje obraz itp. To chwilowe natchnienie może przybierać różną formę, bo tak jak ludzie, tak i ich pomysły bywają różne. Niektórzy pod natchnieniem piszą, inni malują, jeszcze inni mówią. Zazwyczaj to co z natchnienia wychodzi jest bardziej podniosłe, piękniejsze, bardziej szczere, bardziej pełne. Nie jest to zwykły szlif, zwykły fach. Zawiera w sobie pewną głębię…

Ja nie tak dawno pod natchnieniem zacząłem tworzyć stronę internetową. To trochę dziwne, ale w ciągu kilku chwil wpadłem na pomysł i przystąpiłem do jego realizacji. Może taka była potrzeba? Praca może i nie łatwa, ale chyba warta zachodu. Do zrobienia jeszcze wiele, ale najważniejsze to zacząć i nie przestać. Powoli strona będzie się rozwijać i to najważniejsze :)

Jeśli ktoś jest zainteresowany to zapraszam Historia papiestwa. Mam nadzieję, że już wkrótce strona się rozrośnie i stanie się ciekawsza, bo póki co niewiele na niej znaleźć można, a i grafikę przydałoby się zmienić :).

Ważne w chwilach natchnienia to się nie poddawać. Skoro coś zaczynam to muszę to skończyć. Mawia się „spiesz się powoli, a dojdziesz do celu”. Na dzisiaj koniec prac nad stronką – jutro zrobimy więcej :).

Widać moja wena dotyczy też bloga, bo już nie pamiętam kiedy ostatnio napisałem tyle notek w tak krótkim czasie. Ale może to dobrze :). Bo słowa nie mogą milczeć, muszą krzyczeć! :)

Pozdrówki dla wszystkich moich kochanych ludków :D

sens…

12 komentarzy

Zadać sobie krótkie pytanie – po co żyję?… Być może to nie filozofia… Być może za tym pytaniem nie kryje się żaden sens… Być może tak naprawdę nie ma żadnego celu… A jednak wśród tego całego zgiełku i zamieszania, wśród brudu i hałasu współczesnego świata potrzebna jest chwila ciszy, by zadać sobie pytanie – człowieku co się z tobą dzieje?… Po co żyjesz?…
Jeśli się urodziłem muszę też i umrzeć… Nie ma sensu marnować życia na wymyślanie sposobu na uniknięcie nieuniknionego… Więc cóż robić? Być może szukać odpowiedzi?…
Skoro się urodziłem, to muszę mieć tu jakąś misję, jakiś cel… Przecież nie mogę być po prostu wrzucony w ten wir codzienności, by za kilka, czy też kilkadziesiąt lat zostać z niego brutalnie wyrzuconym…
Ktoś kiedyś nazwał mnie aniołem… A ja zawsze mówię, że nie mam skrzydeł…
Ale w tym jest jakiś sens… Urodziłem się po to by żyć dla innych, by dzielić się sobą z każdym…
Wymowna jest scena filmu „Karol – człowiek, który został papieżem”, gdy Karol Wojtyła leżąc na podłodze modli się „Chcę być posadzką, by po mnie deptali” (czy jakoś tak)…
Uczyń mnie sługą… Najmniejszym z najmniejszych, abym mógł dojść do poznania rzeczy wielkich…
Skoro Bóg pozwala mi kochać każdego człowieka, to dlaczego nie miałbym tą miłością się dzielić? Być może to jest właśnie cel, sens…
Skoro czynisz mnie aniołem daj mi skrzydła, abym mógł latać…
Jeśli stwarzasz mnie stróżem, daj mi siły, bym mógł walczyć…
Jaki jest cel życia? Pragnę przejść przez życie czyniąc dobro… Dzielić się tym wszystkim co mam, co w głębi mnie… Kochać każdego bez wyjątku tak mocno, by ta miłość się rozprzestrzeniała…

..
.

Macie wiersz ;)

Ktoś nazwał mnie aniołem
Lecz co to za anioł
Co nie umie latać?

Ja sam upadłszy z wysoka
Połamałem te skrzydła, co mogły
Wznieść nad wyżyny marzeń

Teraz zaś czołgam się
Pozabawiony rąk i nóg
Tak nisko jak to możliwe

Jak mam płynąć
Skoro jestem wrakiem
Tego, czym mogłem być?

Jak się podnieść
Skoro mogę tylko krzyczeć
Oczekując wybawienia?

Czy przyjdzie ktoś
Kto zechce pomóc
I wyciągnie mnie z błota?

Wtedy, gdy mnie obymje
Z najmniejszej skazy
Dostanę nowe skrzydła

Wtedy będę mógł lecieć
Gdziekolwiek mnie pośle
Ponad marzeniami

I wtedy nazwany aniołem
Będę mógł spełnić misję
Zleconą mi dawno

I wtedy zostanę na zawsze
Tylko dla Ciebie
Tylko jeden, wiecznie…

Kryzys…

2 komentarzy

Patrząc na ostatnie miesiące mojego życia mogę stwierdzić, że było źle… Początkowo może tego nie zauważałem, ale z czasem stało się to tak jasne, że nie sposób było tego nie zauważyć, zignorować… Zacząłem więc walczyć, chociaż zdawało się iż przegrywam na całej linii… W końcu poszedłem do spowiedzi w Wielki Wtorek i wygrałem… Coś się zmieniło… Triduum Paschalne przeżywałem w sposób niesamowity, zupełnie inaczej niż kiedykolwiek przedtem… A gdy w nocy z soboty na niedzielę wracałem z Wigilii Paschalnej w katedrze byłem taki szczęśliwy, że miałem ochotę skakać i śpiewać… Ten wspaniały nastrój radości ze zmartwychwstania Pana trwał przez całą niedzielę… Radujmy się bracia, radujmy się siostry, bo nasz Pan powstał z martwych, abyśmy mogli żyć… Wygląda na to, że Pan przeprowadził mnie przez pustynię i wyprowadził do ziemii obiecanej… Trzeba się wziąć w garść i iść dalej pod górę…

Macie wiersz…

Odnalazłem bramę prowadzącą do ogrodu marzeń
W którym znajdują się najpiękniejsze kwiaty
Zamknąłem oczy, wyostrzyłem słuch i węch
Najpiękniejszy zapach, tak wspaniały dźwięk

Obkręciłem się w koło i upadłem na trawę
Jaka wspaniała, taka zielona, tak pachnąca
Porywana orzeźwiającym podmuchem wiatru
A niebo tak wspaniale, niesamowicie błękitne

To mógłby być najwspanialszy w życiu sen
A jednak brakuje w nim czegoś konkretnego
Wstaję i rozglądam się po tym całym krajobrazie
Są drzewa, kwiaty, ptaki, trawa, jest błękit nieba….

Znów zamykam oczy i myślę…. czekam…..
To Ty nie zjawiłaś się jeszcze, choć wiesz gdzie jestem
A może byłaś, lecz ja zatopiony w swych snach
Czy mogłem Cię nie zauważyć, nie usłyszeć?

Westchnienie… Coś wokół się zmienia…..
Czuję…. Taki wspaniały zapach, jak żaden inny
Odwracam się i otwieram oczy, aby ujrzeć Twą twarz….
„Nie ma w całym tym ogrodzie nic piękniejszego od Ciebie”….


  • RSS