… Tak… Na RAMie moje wakacje się nie skończyły… Spędziłem tylko kilka dni w domu, bo już 1 sierpnia wyjeżdżałem na prenowicjat do Markowic koło Inowrocławia… Wiele osób pyta, co to jest prenowicjat, więc żeby nie było wątpliwości wyjaśniam, że są to takie jakby rekolekcje, na których gromadzą się kandydaci do Zgromadzenia (w moim przypadku Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej) i tu się wzajemnie poznają, słuchają wykładów, które mają ich przygotować do dalszego życia zakonnego, odbywają rozmowy indywidualne z ojcem prowincjałem, przechodzą testy psychologiczne i ostatecznie dowiadują się, czy są przyjęci, czy też nie :)… Więc jak napisałem pojechałem na prenowicjat do Markowic… Bez większych problemów dojechałem pociągiem do Inowrocławia i tu zaczęły się schody… No bo miałem pół godziny do autobusu, więc sobie siadłem i czekałem… A był to ostatni autobus, którym mogłem zdąrzyć na czas (na 18 :))… No i o wyznaczonej porze autobus podjeżdża, a ja stałem sam na przystanku, więc wstałem i podszedłem do krawężnika, autobus ładnie zwolnił przejechał mi przed nosem i pojechał dalej… No to co miałem zrobić? Wysłałem ojcu Mirosławowi (ojciec dyrektor Sekretariatu Powołań) sms’a, że się spóźnię :)… Na szczęście nie musiałem się skazywać na łaskę i niełaskę kierowców autobusów, bo ojciec Mirek po mnie podjechał samochodem :)… No i tak zaczął się prenowicjat w domu Niższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Markowicach :)… Początkowo było nas 20, w tym jeden kanadyjczyk (polskiego pochodzenia :P), ale docelowy skład nowicjatu miał wynosić 25 osób, w tym 2 kanadyjczyków, 3 ukraińców i 1 białorusina… Po kilku dniach dojechał do nas Jan z Białorusi… Z pczyczyn niezależnych ominęły nas testy psychologiczne (będziemy je mieli dopiero w nowicjacie).. W związku z powyższym po rozmowach indywidualnych prowincjał podjął decyzje o przyjęciach i odrzuceniach… Niestety odpadł jeden chłopak, a powodem było to, że wcześniej był w seminarium diecezjalnym, a Oblaci nie przyjmują, gdy ktoś wcześniej był w innym seminarium lub zgromadzeniu… Tak więc na ostatnie dni zostało nas znowu 20, chociaż na jeden dzień pojawił się jeszcze jeden chłopak, który też został przyjęty w ostatniej chwili…
Ogólnie czas na prenowicjacie mijał bardzo szybko… Dzień był dobrze zorganizowany i na wszystko był czas i miejsce… Codziennie mieliśmy półtorej godziny pracy (mi się tak trafiało, że najczęściej odchwaszczałem pole ziemniaczane ;P), także rekreację poobiednią (teoretycznie 2,5 godziny, ale trzeba uwzględnić czas na mycie i takie tam :) ), spotkania, Eucharystię, rano Jutrznia, wieczorem film, przed filmem często graliśmy w piłkę… dwa razy mieliśmy grilla (raz dlatego, że ognisko niewypaliło z powodu deszczu)… Jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę autokarową, w czasie której zwiedziliśmy tamę na której zginął ks. Popiełuszko, odwiedziliśmy muzeum wsi mazowieckiej, czy jakiejś tam :P i zwiedzaliśmy Płock… W Płocku niestety nie przypadła mi do gustu pani przewodnik, która (moim zdaniem) na przewodnika się niebardzo nadaje… No ale nie każdemu można dogodzić… Poza zwiedzaniem interesujących miejsc w mieście odwiedziliśmy klasztor Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, gdzie miała pierwsze objawienia św. siostra Faustyna Kowalska, a także kościół Mariawitów Starokatolickich.. Ogólnie wycieczka była w miarę interesująca… Po zwiedzaniu miasta odbyliśmy rejs statkiem po Wiśle i wróciliśmy do Markowic :)…
Ogólnie prenowicjat był dla mnie czasem bogatym w nowe doświadczenia… Dowiedziałem się wielu interesujących rzeczy, które mogą okazać mi się przydatne na dalszej drodze życia… Wygląda na to, że czas nowicjatu będzie ciekawy… Na pewno będę miał fajnych kolegów… Z Markowic wyjechałem zmęczony, ale zadowolony… Bogatszy o parę siniaków, ale ogólnie zdrowy :)..
Powoli zaczynam się przygotowywać do wyjazdu na Święty Krzyż… Do 1 września już tak niewiele czasu… Niech Dobry Bóg poprowadzi mnie swoim ścieżkami wszędzie tam, gdzie tylko zechce, aby wypełniła się Jego wola…