.. Po powrocie z Rzeszowa spędziłem trochę czasu w domu i 10 lipca pojechałem znowu do stolicy Podkarpacia… Mimo ulewnego deszczu i małych problemów organizacyjnych udało mi się szczęścliwie spędzić noc z 10 na 11 lipca w ciepłym domku u mojej rodzinki w Rudnej Wielkiej :).. W poniedziałek (11 lipca) raniutko stawiłem się na placu pod Urzędem Wojewódzkim, skąd o 11 wyjeżdżałem na RAM :)… Chyba się lekko niepokoiłem, bo człowiek, gdy jedzie drugi raz w to samo miejsce po troszku spodziewa się tych samych sytuacji itp. Na pewno wspominałem ludzi z zeszłego roku, ale poznałem nowych równie fajnych… Ogólnie turnus był bardzo owocny… przynajmniej w moim przypadku… Przez rok wiele się w moim życiu zmieniło, na wiele spraw patrzę dzisiaj inaczej niż kiedyś, dostrzegam więcej patrząc na drugiego człowieka, inaczej podchodzę do pewnych sytuacji, zachowań… W pewien sposób dojrzałem psychicznie, a na pewno duchowo… Potrafię wyciągnąć więcej z tego wszystkiego co mnie spotyka… Pierwszy turnus w Majdanie Sopockim mocno mnie uformował wewnętrznie, ale też pozwolił mi spojrzeć na świat zewnętrzny.. na problemy innych ludzi, na ludzi podobnych do mnie kilkanaście miesięcy temu… Szkoda, że nie każdy potrafi skorzystać z czasu, który jest mu dany, z łaski… Bo widziałem na tym turnusie ludzi, którzy wykorzystali ten czas bardzo dobrze, takich, którzy skorzystali tylko z części darów, które mogli otrzymać, ale też i takich, którzy wzięli i za chwilę wyrzucili, lub też tylko spojrzeli i odwrócili wzrok, takich, dla których ten czas będzie czasem straconym, chociaż na pewno nikt z RAMu nie wyjechał stratny, mimo iż parę osób wyjechało niecałkiem zdrowych… ;) Co ja zyskałem? Pierwszy turnus mnie rozmodlił, przygotował w pewnym sensie na drugi turnus, otworzył moje serce… zmusił mnie do rozmyślań nad pewnymi sprawami i do odkrycia na nowo siebie… No bo przecież cały czas się poznajemy, cały czas się rozwijamy… dlatego po tym turnusie stałem się bardziej dojrzały… W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować wszystkim uczestnikom pierwszego turnusu w Majdanie, całej kadrze – księżom, klerykom, animatorom, moderatorowi, wszystkim, którzy przez ten tydzień tworzyli tę wspaniałą wspólnotę, wzbudzając we mnie różne uczucia, a przede wszystkim ogromną dawkę radości.. Dziękuję pewnym osobom za masaż ;), innym za rozmowy, a jeszcze innym po prostu za to, że były :)…
Ale to nie koniec historii :)
18 lipca zakończył się pierwszy turnus, a zaczął się drugi… Część ludzi wyjechała, część została, przyjechali nowi… Ucieszyłem się widząc znajome twarze wśród tych, którzy przyjechali, mimo iż już tęskniłem za tymi, którzy wyjeżdżali… Znów nie wiedziałem czego się spodziewać… Nowi ludzie, nowe tematy, nowi księża, nowa kadra… Początkowo cierpiałem na syndrom poprzedniego turnusu, ale powoli przyzwyczajałem się do nowych ludzi i nawiązywałem nowe znajomości… Byłem trochę wyczerpany po pierwszym turnusie i ciągle byłem zaspany, ale chyba nie było źle… No pomijając fakt, że trochę z tego zmęczenia bzikowałem, ale przynajmniej było śmiesznie… Dobrze, że chociaż niektórzy poznali mnie jako poważnego człowieka, z którym można otwarcie porozmawiać i (mam nadzieję) zaufać… Już w tym miejscu dziękuję tym osobom za rozmowy :)… Drugi turnus był zdecydowanie inny od pierwszego, ale też wiele wniósł w moje życie.. Na pewno owocny był piątek, z całym milczeniem, medytacją, spowiedzią… Bo może spowiedź była (z mojej strony) trochę pusta i w zasadzie (w pewnym sensie) spowiedzią niekoniecznie była, ale na pewno otworzyła mnie na działanie łaski… I dzięki temu mogłem potem mocno przeżyć nabożeństwo… Cieszę się z każdego pojedynczego człowieczka, którego Bóg postawił obok mnie na tym turnusie… za tę wspólnotę dziękuję z całego serca… Dziękuję wszystkim uczestnikom, księżom (za rozmowy prywatne i za wszystko inne), całej kadrze, moderatorowi Karolowi :), animatorom, klerykom… Dziękuję mojej grupie… Cieszę się, że mogłem się sprawdzić te kilka razy w roli podsumowującego ;) i cieszę się z każdej mądrości, która do mnie trafiła… Dziękuję za wspólne przeżywanie tych chwil, szczególnie grupie nieśpiącej po agape ;)… Dziękuję, że znosiliście dzielnie moje odchyły :)…
Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś z wami wszystkimi spotkam…
25 lipca skończył się RAM… i znów wróciłem do domu innym człowiekiem… Może stałem się bardziej spokojny, wyciszony, może bardziej pewny siebie, umiejący się śmiać, bardziej wrażliwy… W każdym z nas zostało zasiane ziarno, którego owoce zbieramy i będziemy jeszcze zbierać – jeśli tylko dobrze o nie zadbamy… Ja ciągle dostrzegam, odkrywam nowe owoce tych dwutygodniowych rekolekcji.. i to chyba dobrze… Bo każdego dnia przekonuję się, że to nie był czas stracony… I za to, za ten wspaniały czas, za wszystkich tych ludzi, za wszystkie chwile, za wszystko co przeżyłem – chwała Panu! :)