:).. Jak widzicie wróciłem :)… I to wróciłem całkiem pozytywnie naładowany :)… Ale od początku.. Wyjazd udał się jak najbardziej :)… 3. czerwca wyjechaliśmy około 4 nad ranem z Rzeszowa na Lednicę :).. Po drodze odwiedziliśmy Licheń, gdzie ogrom bazyliki powalił mnie na kolana, a nawet bardziej :), następnie Strzelno (czy jak to tam szło :P), gdzie jest mnóstwo różnych relikwi i czuje się ogromną świętość tego miejsca oraz Kruszwicę, gdzie jest Mysia Wieża :P… Po czym udaliśmy się na nocleg w bardzo fajnym ośrodku, gdzie przed spaniem rozegraliśmy mecz siatkówki :)… 4 czerwca wyjechaliśmy rano w stronę Lednicy odwiedzając po drodze Biskupin, gdzie nas pogryzły komary, a mnie oblizał koń :P… Na Lednicę dotarliśmy koło godziny 12, ale trzeba było jeszcze przejść parę kilometrów z parkingu, więc na polach lednickich byliśmy około 13 :)… Początkowo było troszkę dziwnie, ale jak już znaleźliśmy sobie miejsca, czy też raczej weszliśmy do sektora, w którym zrobiło się luźniej, gdy ludzie powstawali z powodu deszczu :P, to zrobiło się spokojniej :)… W drodze powrotnej z ubikacji miałem razem z dwoma naszymi księżmi małą przygodę z pewną grupą młodzieży (15-16 lat), która rozsiadłszy się pod stoiskiem z jedzeniem i nie zwracając na nic i na nikogo uwagi, z niczym się nie kryjąc popijali wódkę. Sprawa najpierw została zgłoszona harcerzom, którzy powiedzieli, że „się tym zajmą”, później była próba rozwiązania słownego przez ks. A. :>, która w sumie nic nie przyniosła, bo młodzież zaczęła udawać, „że nie wiedzą o co wogóle chodzi” i że nikt nie widział jak ukrywali tę butelkę… Na szczęście pojawili się strażacy i po zgłoszeniu im sprawy, młodzież została poddana (niezbyt dokładnej) rewizji, po której 4 piwa i resztka wódki trafiły na śmieci…
Ogólnie Lednica była bardzo mocnym (w sensie duchowym) przeżyciem. Deszcz i wiatr były początkowo trochę uciążliwe i w pewnym momencie zastanawiałem się, czy nie wrócić do autokaru, ale jak tak popatrzyłem na tych ludzi, którzy odchodzili, to tak sobie pomyślałem, że może to jest właśnie jakiś czas próby, a Jezus przecież powiedział, że ci, którzy wytrawją zostaną zbawieni… W ten sposób dotrwałem do końca imprezy rozgrzewając się przy tańcach ;)… Bawiłem się znakomicie :), ale i przeżycia duchowe były równie istotne… Kiedy tak się przechodziłem między sektorami to uderzyły mnie spowiedzi… Jak się spojrzało na spowiadających się ludzi, to widać było, że spowiadają się szczerze i z sercem, a księża spełniali swoją posługę z wiarą i miłością… Naprawdę mocne przeżycie… Co mnie tknęło poza spowiedzią i różnymi mniejszymi sprawami, to Eucharystia… W piątek w Licheniu ks. P. miał wspaniałe kazanie o Sercu Jezusa, w którym wspominał o obrazie tego Serca, na którym zostało przedstawione jako zgniecione, czy wręcz zmielone… Kiedy przystępowałem na Lednicy do komunii uderzyło mnie kilka spraw… Po pierwsze to, jak bardzo ludzie lgnęli do Chrystusa, jak potrafili się zgromadzić w kółeczku wokół księdza, żeby tylko spożyć to Najświętsze Ciało… Druga sprawa to spojrzenie z drugiej strony… Ksiądz od którego przyjąłem Chrystusa, widząc jak wielu ludzi się gromadzi wokół niego i wiedząc, że nie starczy mu tych okrągłych kawałków chleba przemienionych w Ciało Chrystusa, zaczął łamać je na jak najmniejsze kawałeczki, żeby tylko jak najwięcej osób mogło Go przyjąć… I właśnie to mnie tknęło, jak bardzo Jezus daje nam się połamać żeby tylko do nas trafić.. I kiedy przyjąłem ten malutki kawałek Chrystusa, to pomyślałem sobie, jakie to niesamowite, że niby taki malutki kawałek chleba, a jednak jest to Ciało Chrystusa… Czasem być może przyjmując Komunię nie rozumiem w pełni tego, że przyjmuję Boga, a w tym malutkim kawałeczku chleba naprawdę poczułem, dostrzegłem Jezusa…
Ogólnie Lednica była niesamowitym przeżyciem i dopiero po powrocie około 4 nad ranem do autokaru odczułem zmęczenie (i pęcherz :P)… Cieszę się i dziękuję Bogu za to, że mogłem pojechać tam właśnie z tymi ludźmi, z którymi pojechałem i przeżyć wszystko to co przeżyłem…
5 czerwca o 7 wyjechaliśmy z Lednicy i udaliśmy się do Gniezna, gdzie zwiedziliśmy kaplicę, a następnie mieliśmy chwilę czasu na posiłek :).. Posiłkiem w moim przypadku (i ludzi, z którymi byłem) okazała się herbata, bo restauracja, do której się udaliśmy, mimo że ładna, obsługę miała niezbyt miłą… Ale to nic :)… Następnym punktem programu była Częstochowa :)… Cieszyłem się na kolejne spotkanie z Matką Boską na Jasnej Górze i mimo że byłem mocno zmęczony myślę, że mocno mnie to doładowało.. :) Do Rzeszowa wróciliśmy około godziny 23 :)…
Po Lednicy spędziłem dwa tygodnie u rodziny pod Rzeszowem… we wtorki i czwartki pojawiałem się w kościele p.w. św. Judy Tadeusza na zapisach na RAM, gdzie atmosferka była (jak to na RAMie :)) bardzo ciepła :).. w piątki udawałem się na Mszę i czuwanko do kościółka akademickiego :)… w pierwszym tygodniu spotkałem się ponadto z Janis :)… Te kilka godzinek w jej domku spędzonych na rozmowie było naprawdę miłym przeżyciem i cieszę się z tego powodu :).. natomiast w drugim tygodniu spotkałem się z Dorotką (Tweety :) ) i to też było miłe (acz za krótkie :P) spotkanie :) mimo ogólnego upału :)… w sobotę (18 czerwca) był u Judy Tadeusza dzień wspólnoty RAMu. Miło spotkać tych wszystkich ludzi… Trochę smutno kiedy pomyślę, że wielu z nich nie zobaczę przez dłuższy okres życia, lub nawet już wogóle, ale trzymam każdego z nich w moim sercu i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy :)…
Wczoraj wracałem z Rzeszowa razem z Agą T. :), bo ona jechała do Krakowa i przynajmniej połowa drogi minęła przyjemnie i (niestety) szybko ;)… Ale i druga nie była zła :)…
Ogólnie wróciłem z Rzeszowa pozytywnie naładowany i w śpiewającym nastroju, który złapałem w piątek wieczorem i mnie jeszcze nie opuścił :)…
W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, a w szczególności rodzinie Kusaków ;), Ewie Ł., Janis (za miłe popołudnie i Lord of the Rings: The fellowship of the ring – fajnie się to czyta ;) ), Tweety, Adze T., ks. Pawłowi K., ks. Danielowi D. i wszystkim tym, o których nie pamiętam, a powinnienem :)…
Korzystając z okazji pragnę złożyć lekko spóźnione, ale szczere życzenia wszystkiego dobrego i wielu łask od Pana dla mojej wspaniałej przyjaciółki Moniki (Colleen), która w sobotę skończyła 17 lat :)…

Do usłyszenia :)