Chodząc z ojcem po sklepach w celu kupienia ubrania na maturę zawitałem wczoraj do jednego z gliwickich pubów. Tam rozmawiając z ojcem usłyszałem historię człowieka, który zabił. Młody i wysportowany człowiek, być może nieświadomy swojej wielkiej siły, pewnego dnia zaczepiony przez kolegę odepchnął go. Niefortunny upadek zakończył się śmiercią. Nie chciał zabić, ale zabił – musiał też ponieść niewielką karę. Po wyjściu, przed czasem, z więzienia człowiek ten zmienił się zupełnie. Wyciszył się, uspokoił. Gdy po latach, siedząc w barze i popijając piwo, stał się obiektem zaczepek jakiegoś stałego bywalca lokalu, znosił je spokojnie. Każda cierpliwość jednak ma swoje granice. W końcu nasz bohater wstał, złapał tego, który go zaczepiał, przełożył przez krzesło i trzy razy lekko uderzył w tyłek. Wiele lat wcześniej taka sytuacja nie zakończyła by się pewnie bez rozlewu krwi. Teraz wszystko zakończyło się spokojnie. Wstyd, jakiego doznał tamten człowiek, wystarczył, by nie pokazał się w lokalu przez najbliższe tygodnie…
Wszystko, co nas w życiu spotyka ma jakiś cel. Każda sytuacja, ma nas czegoś nauczyć. Z każdego wydarzenia możemy wnieść coś dobrego do swojego życia. Nie ma przypadków. Bóg zawsze chce nas przywołać do siebie. Ale to my decydujemy, którą drogą pójdziemy. Jezus sam siebie nazwał Drogą. Nauczymy się iść tą drogą, która wiedzie ku zbawieniu i życiu wiecznemu, a sami stawajmy się drogowskazami dla innych, którzy być może jeszcze nie odnaleźli tej drogi. Niech Duch Święty nas wspiera.

Proszę o modlitwę i wsparcie duchowe we wtorek i środę od godziny 15, kiedy to będę pisał maturę. Z góry szczere Bóg zapłać….