sdms blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

Z łaski Pana udało mi się zakończyć wczoraj okres maturalny. Bogu niech będą dzięki za wszystkie dary, których mi w tym czasie udzielił. Tylko dzięki Jego pomocy udało mi się pomyślnie ukończyć wszystkie egzaminy. Chwała Panu za to, co dla mnie uczynił…
Wyniki przerosły moje oczekiwania. Na średnią 4,4 składają się następujące oceny:
* z języka polskiego 5 (pisemny) i 3 (ustny),
* z matematyki 3 (pisemny) i 6 (ustny),
* z języka angielskiego 5 (ustny).
Nie spodziewałem się takich ocen i zasługą Pana jest to, że je otrzymałem, bo być może zbyt lekkomyślnie i zuchwale podszedłem do sprawy i nie przygotowywałem się dostatecznie (albo prawie wcale). Widocznie wolą Pana było, żebym zdał te egzaminy…

W czwartek wyjeżdżam do mojego ukochanego Rzeszowa. A stamtąd w piątek nad ranem na Lednicę. Cieszę się na ten wyjazd i liczę, że Pan spowoduje mój wzrost duchowy. Po Lednicy spędzę jeszcze dwa tygodnie pod Rzeszowem, gdzie mam rodzinę. Tamte strony są szczególnie bliskie mojemu sercu, jak i wszyscy ludzie, których właśnie tam było mi dane spotkać. Za wszystkich z całego serca dziękuję Bogu i proszę dla nich o opiekę i wsparcie w trudnych chwilach. Smutek ogarnia moją duszę, gdy myślę, że być może przez długie lata nie będę w tamtych stronach. Ale powierzam wszystko Bogu. Raduję się na przyszłość, która rysuje się przede mną. Być może misja, którą mi powierza Pan nie będzie łatwa, ale ufam, że On mnie w niej wspomoże. Już dziś proszę Was moi drodzy o modlitwę za mnie i sam powierzam Was opiece Matki Bożej.

Dziękuję Panu za cud fizyczny jakiego doświadczyłem w czsie piątkowej Eucharystii. Chwała Panu!…

Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

Chodząc z ojcem po sklepach w celu kupienia ubrania na maturę zawitałem wczoraj do jednego z gliwickich pubów. Tam rozmawiając z ojcem usłyszałem historię człowieka, który zabił. Młody i wysportowany człowiek, być może nieświadomy swojej wielkiej siły, pewnego dnia zaczepiony przez kolegę odepchnął go. Niefortunny upadek zakończył się śmiercią. Nie chciał zabić, ale zabił – musiał też ponieść niewielką karę. Po wyjściu, przed czasem, z więzienia człowiek ten zmienił się zupełnie. Wyciszył się, uspokoił. Gdy po latach, siedząc w barze i popijając piwo, stał się obiektem zaczepek jakiegoś stałego bywalca lokalu, znosił je spokojnie. Każda cierpliwość jednak ma swoje granice. W końcu nasz bohater wstał, złapał tego, który go zaczepiał, przełożył przez krzesło i trzy razy lekko uderzył w tyłek. Wiele lat wcześniej taka sytuacja nie zakończyła by się pewnie bez rozlewu krwi. Teraz wszystko zakończyło się spokojnie. Wstyd, jakiego doznał tamten człowiek, wystarczył, by nie pokazał się w lokalu przez najbliższe tygodnie…
Wszystko, co nas w życiu spotyka ma jakiś cel. Każda sytuacja, ma nas czegoś nauczyć. Z każdego wydarzenia możemy wnieść coś dobrego do swojego życia. Nie ma przypadków. Bóg zawsze chce nas przywołać do siebie. Ale to my decydujemy, którą drogą pójdziemy. Jezus sam siebie nazwał Drogą. Nauczymy się iść tą drogą, która wiedzie ku zbawieniu i życiu wiecznemu, a sami stawajmy się drogowskazami dla innych, którzy być może jeszcze nie odnaleźli tej drogi. Niech Duch Święty nas wspiera.

Proszę o modlitwę i wsparcie duchowe we wtorek i środę od godziny 15, kiedy to będę pisał maturę. Z góry szczere Bóg zapłać….


  • RSS