Podobno po śmierci papieża ludzie zaczęli się nad sobą zastanawiać… ja zastanawiałem się również… nie tylko nad sobą, ale nad całym życiem i ogólnie światem… Od kilku dni kołacze mi się w głowie myśl o tym, jak wielu ludzi ma wpływ na każdego z nas… Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile zawdzięczamy tej czy innej osobie… Często nie znamy tych osób… Kiedy wczoraj składałem wpis do księgi kondolencyjnej wystawionej w moim parafialnym kościele oczekując na swoją kolej modliłem się do Ducha Świętego, bo w zasadzie nie umiałem ubrać w słowa tego, co chciałem napisać… Różne myśli błąkały mi się po głowie… w końcu wychwyciłem to, co chyba naprawdę było ważne… Bo tak naprawdę zrozumiałem ile zawdzięczam bezpośrednio Janowi Pawłowi II… Wielu z tych spraw jeszcze nie rozumiem, ale jest ta najważniejsza obecnie… ta, która sprawiła, że nie jestem taki, jaki byłem jeszcze rok temu… Ciężko jest przelać na słowa to, co naprawdę czujemy, dlatego te najważniejsze słowa pozostają w sercu, są tylko cichą modlitwą, którą, w co wierzę, usłyszy nasz Ojciec Święty przebywający teraz na uczcie w domu Boga, któremu służył wiernie…
Czytam książkę „Pięć osób, które spotkamy w niebie”… Wychwyciłem dzisiaj pewną myśl, że nawet osoby, których tak naprawdę nie znamy, często nawet o nich nie słyszeliśmy, mają wpływ na nasze życie… Rozwijając myśl z książki można powiedzieć, że nawet osoba, która kiedyś wyrabiała cegłę, z której zbudowany jest dom, w którym mieszkam, czy też osoba, z której inicjatywy powstała szkoła, w której się uczyłem, każdy najmniejszy człowiek, miał i ma wpływ na moje życie… Dlatego nie ma znaczenia, czy ktoś jest dobry czy zły i jakie są jego intencje, bo każdy czyn, czy dobry czy zły, może przyczynić się do czegoś dobrego lub złego… Może przyczynić się do tego kim będę ja, czy ty… Każdego dnia miliardy ludzi na świecie je, oddycha, śpi, mówi, śpiewa, pracuje, uczy się, płacze, śmieje się, siedzi, leży, stoi… I wszystko to ma jakiś wpływ na każdego z nas… Jakby się głębiej zastanowić, to wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, tak naprawdę jesteśmy zjednoczeni wspólną historią… Dlatego warto się czasem zastanowić zanim się pogardliwie spojrzy na jakiegoś pijaka leżącego na ulicy, lub na żebraka w łachmanach, bo być może właśnie od tego człowieka zależy to, czy będę żył 80 lat czy 20… Możnaby stwierdzić, że w tym momencie istotna i ważna jest nauka chrześcijańska, która uczy nas braterstwa i jedności, wspólnoty we wszystkim… I współcześni ludzie wierzący powinni się trochę nad sobą zastanowić i zapytać samych siebie: „Czy faktycznie tak jest, że wszystko, co mam jestem w stanie oddać bliźniemu? Czy potrafię dzielić się swoimi umiejętnościami z innymi, którzy mogą ich potrzebować? Czy przypadkiem nie jest tak, że zatapiam się w tym materialnym świecie i nastawiam się na posiadanie? Czy potrafię bezinteresownie pomóc osobie, która nie może mi nic dać za moją pracę?…”.. I czyż życie nie byłoby lepsze gdybyśmy mogli powiedzieć: „Tak, wszystko co moje, jest też twoje, jeśli potrzebujesz mojej pomocy możesz (w miarę możliwości) na mnie liczyć”… Oczywiście są dwie strony medalu, bo i ta strona potrzebująca pomocy musi zrozumieć, że udzielający pomocy nie jest jej niewolnikiem… Gdyby każdy z nas nastawił się na dawanie z siebie wszystkiego co może i otworzył się na branie tylko tego, czego naprawdę potrzebuje, to wtedy być może znikłaby większość, jeśli nie wszystkie, problemy tego świata…
I myślę, że właśnie tego uczył nas Jan Paweł II… Orędownik pokoju, szacunku dla życia, dla człowieka, dawca nadziei… Ale oprócz tych wszystkich ważnych spraw, uczył nas właśnie nastawienia na dawanie… ofiarności… Nauczył nas jak ofiarować cierpienie, ból… nauczył nas jak ofiarować całego siebie… Często media przypominają to jego „Totus Tuus”, ale mnie to wszystko wydaje się takie powierzchowne… A spróbujmy naprawdę sięgnąć do głębi tych słów, do głębi tego oddania… Całkowite zawierzenie się Maryi…
Myślę, że Jan Paweł II wskazał nam swoim życiem drogę… Wielu ludzi się pyta, co teraz będzie.. Wielu nazywa tego papieża wielkim i mówi, że drugiego takiego człowieka na świecie nie będzie… A ja myślę, że on chciał nas nauczyć właśnie tego, że każdy z nas może być takim człowiekiem… I gdyby każdy z nas, chociaż częściowo brał z niego przykład, to naprawdę mielibyśmy wspaniałą armię dobrych ludzi… ludzi świętych… Bo każdy człowiek może być świety… Każdego Jezus powołuje do świętości… My tylko musimy chcieć tego i otworzyć się na jego wezwanie…

Mam nadzieję, że napisałem to wszystko w miarę jasno.. Jeszcze mógłbym pisać długo i ciągnąć wywody i rozważania, ale naprawdę jest już późno, a jutro mnie czeka podróż… Może coś z tego, co napisałem, okaże sie na tyle mądre, że trafi do kogoś z was :)… Tak czy inaczej ja idę spać :)… Pozdrawiam :)