sdms blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2005

Skończyły się parafialne rekolekcje wielkopostne… Prowadził je wspaniały ojciec kombonianin, z pochodzenia Portugalczyk… Naprawdę wspaniałe były… spotkałem się z negatywnymi głosami, bo że za długie kazania itp., ale dla mnie było to coś niesamowitego… Takie wejście na górę Pana… A dzisiejsze kazanie, odnośnie Ewangelii o wskrzeszeniu Łazarza było wogóle nie do opisania… I uświadomienie sobie, że każdy z nas jest takim Łazarzem, każdy ma jakiś grób przywalony kamieniem, który Pan chce otworzyć i powiedzieć nam „wyjdź”…

Było w kościele małżeństwo… od 50 lat razem… Pani zapytana przez księdza, czy mówi mężowi, że go kocha, odpowiedziała, że owszem i to często (prawie codziennie)… To naprawdę coś pięknego… 50 lat miłości!… Coś pięknego…

Chciałem napisać coś więcej, ale…. Hmm… Wiecie to wspaniałe, że Bóg stawia na mojej drodze tylu różnych ludzi, i że dociera do nich na tyle różnych sposobów… często się wacham, poddaję, ale kiedy czytam takie wypowiedzi, jak komentarz Marty, to aż chce mi się śpiewać… No bo to niesamowite, że czasem tak niewiele potrzeba, by ktoś uwierzył… I chwalę Pana za to, że pozwala mi robić tyle dobrych rzeczy…
Nie wiem, czy za to, jak żyję, lub jak staram się żyć, zasłużę sobie na niebo… Chciałbym tam trafić i mocno wierzę, że Jezus chce mnie zbawić, i że jeśli ja będę tego mocno pragnął i dążył wytrwale do tego, to na pewno to zrobi… Bo przecież On już umarł za moje grzechy… A ja jestem taki niewdzięczny… Codziennie Go ranię, przybijam na nowo do krzyża… Panie ocal mnie, dodaj mi sił, abym się z Tobą pojednał.. Ty widzisz Panie, że zbłądziłem, a przecież przyszedłeś po to, by szukać zagubionych… Wołam do ciebie z ciemności… Przyjdź i rozświetl mą drogę, abym nie błądził już więcej, lecz by światło Twoje mnie prowadziło do królestwa Twojego Ojca… Amen….

Widać znalazłem łaskę u Boga, że tak bardzo daje mi Siebie poznać w tych dniach. Zastanawiałem się nad tą drogą, którą przeznaczył mi Bóg. Wachałem się i pytałem, czego ode mnie chce. Nie byłem do końca pewny, którą drogą powinnem pójść. I odpowiedź wyszła sama spod moich palców. „Jedyna droga, którą mogę iść to ta, którą przygotował mi Pan”. Mówiąc to, jeszcze nie byłem pewny, ale gdy kilka minut później bez zastanowienia i zupełnie niespodziewanie napisałem „chcę być misjonarzem ludowym, czuję, że do tego mnie powołuje Bóg” zrozumiałem, że Pan przeze mnie samego udzielił mi odpowiedzi na moje wątpliwości. Byłem tak zdziwiony tym co napisałem, że dodałem „o kurczę… i nad czym ja się jeszcze wacham, skoro sam to napisałem?”… Tak… Pan Bóg jest niesamowity :)…

Wielką moc ma też Słowo Boże. Drugi dzień z rzędu tak silnie się o tym przekonuję. I to nie tylko w odniesieniu do mnie, ale i do innych. Naprawdę polecam dział „Słowo” na stronie RAMu. Niesamowita sprawa.

Cieszę się, że Bóg postawił na mojej drodze życia tylu wspaniałych ludzi. Cieszę się też, że postawił tylu zagubionych, wątpiących, tych, którzy odwrócili się od Niego. Ci są naprawdę ludźmi, których kocha Bóg. Bo jak mnie Bóg pokachał, gdy jeszcze byłem daleko, tak ich kocha teraz. I cieszę się, że mogę się na coś przydać Bogu i im, że mogę im przybliżać Pana, ewangelizować ich…

Panie dziękuję Ci za wszystko, co mi uczyniłeś…

. (kropka) – od niej zaczynam notkę, bo każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Dziś skończyło się coś bardzo ważnego, ale dla mnie nigdy się nie skończy, bo kiedy już ktoś zajmie szczególne miejsce w moim sercu, to choćby mnie zmieszał z błotem i napluł mi w twarz, zawsze już będę przy nim, a on w mym sercu. Nie są ważne słowa, one mogą ranić. Tylko to co naprawdę mamy w sercu jest trwałe…

Bóg zawsze jest przy mnie. Dziś się o tym przekonałem na wielu poziomach. Przede wszystkim przez Słowo. Na stronie RAMu (www.ram.rzeszow.prv.pl) jest taki dział właśnie „Słowo”. Niesamowita sprawa, szczególnie jeśli zaglądając tam naprawdę chcemy usłyszeć Słowo Boże – to, które w tej chwili ma nam pomóc. I ja dzisiaj dostałem takie fragmenty Pisma, które w danej chwili były mi najbardziej potrzebne. W zasadzie nie spodziewałem się, że usłyszę to i to, może nawet lekko wątpiłem w to, czy usłyszę coś, co mi pomoże. A jednak. Bóg jest po prostu WIELKI. I niech ludzie mówią, co chcą…

Jest taka ładna piosenka, gdzie słowa lecą:

Nie pragnę tego co wielkie
Ani tego, co przerasta me siły

Nie chcę być kimś wielkim. Chciałbym żyć tak, abym przy śmierci mógł powiedzieć, że choć w części wypełniłem wolę Bożą. My jesteśmy słabi, jesteśmy tylko ludźmi. Dlatego trzeba nam nieustannie się modlić i trwać przy Panu. Bóg każdego z nas powołuje w indywidualny sposób. Trza nam byśmy wypełniali Jego wolę i z pokorą i wiarą przyjmowali wszystko, co nas spotyka. Wtedy będziemy szczęśliwi..

Cieszę się z tego, że Bóg powołał mnie do życia. Czasem nie doceniamy wartości tego, że po prostu jesteśmy. Dziękuję za te kilka słów. „Dziękuję, że jesteś”… Ja też dziękuję, że jestem. Boże jak mnie kochasz. Dziękuję Ci za moje życie…

Zastanawiam się czasem, czy byłbym gotów umrzeć. Ciągle jestem słaby, ciągle za mało przebaczam. A jednak, gdy przychodzi „umrzeć” za wiarę, to Bóg dodaje mi sił. Ale to tylko słowa. Panie dodaj mi sił w chwili próby, abym Cię nie zawiódł.

Boże. Dziękuję Ci za tych wszystkich ludzi, których postawiłeś, stawiasz i jeszcze postawisz na mojej drodze. Dziękuję za to, że mnie kształtujesz. Dziękuję, że każdy z tych ludzi tworzy mnie. Dziękuję wreszcie za to, że i ja mogę być częścią tych ludzi. Dziękuję Ci Panie za to wszystko, co naprawdę jest ważne, ale też za to co jest ważne trochę mniej.

No tak, niby Bóg kocha każdego z nas. O tym, że kocha mnie wiem już od dawna. Dodatkowo wiem też, że kocha mnie w szczególny i wyjątkowy sposób. Ale ilu z nas tak naprawdę doświadczyło miłości Bożej?
Od piątku do niedzieli trwało kolejne studium animatora RAM. I właśnie tu mnie niesamowicie dotknęła miłość Boga. Nie trzeba było wielkich gestów, czy słów – one już były – przez te kilka miesięcy od nawrócenia i przez wiele lat wcześniej. Miłość Boża po prostu mnie dotknęła, dotarła prosto do mojego serca. Bóg pozwolił mi po prostu poczuć, jak bardzo mnie kocha i ta miłość przygniotła mnie do ziemi i wycisnęła z mego serca łzy. Boże jak musisz być dobry skoro tak mnie kochasz… Zdarzyło się komuś z was płakać z miłości, którą ktoś was darzy? To niesamowite, kiedy łzy po prostu lecą do oczu, a nawet, gdy nie lecą, płacze serce, bo ogrom tej miłości po prostu powala. Boże, nie wiem jak Ci podziękować za ten ogrom miłości, chciałbym móc kochać Cię choćby w połowie tak bardzo, jak Ty mnie. Chwała Panu!

Co do studium… Było dziwne, troszkę inne od poprzednich, czy lepsze? nie wiem. Można by powiedzieć, że i tak, i nie, bo na pewno było w tym wszystkim wiele dobra, ale też wiele niedociągnięć… Mnie przede wszystkim dotknęło to, jak bardzo Bóg mnie samego zmienił. Przecież jeszcze niedawno byłem zamknięty w sobie, stroniący od ludzi, zakompleksiony, miałem trudności w nawiązywaniu kontaktów. Żyłem w swoim własnym świecie i często ludzi traktowałem jako coś koniecznego, ale ogólnie niepotrzebnego mi. Teraz nauczyłem się kochać ludzi. Bóg mnie nauczył. Na tym studium zacząłem wychodzić do ludzi, od pierwszej właściwie chwili próbowałem rozmawiać z różnymi osobami, zamienić choćby kilka słów… Nie potrafiłem tego zrozumieć, to po prostu się działo, wynikało gdzieś z głębi. I to na pewno coś dobrego, bo ludzie często potrzebują takiej rozmowy, czasem krótkiej, ale być może coś wnoszącej w ich życie.
Przedziwne są ścieżki Pana i niezbadane Jego wyroki. Sam się o tym przekonałem. Ważne jest, by we wszystkim zgadzać się na wolę Ojca. Na Emaus miałem kilka typów, ale przed samym ogłoszeniem „wyników losowania” zapytany przez Ewę, czy też bym chciał kogoś szczególnego do pary (już było wszytko polosowane, bez żadnego ustawiania) odpowiedziałem jej, że ufam w Opatrzność Bożą. I poszedłem na Emaus z osobą, której wogóle nie znałem, ale… Hm… Chyba właśnie o to w tym chodzi, żeby się przez to poznać. I mogę powiedzieć, że ten czas nie był stracony i Jezus naprawdę szedł z nami… Myślę, że ta rozmowa była mi potrzebna, ale była też chyba potrzebna osobie, z którą szedłem. Co z tego, że głównie mówiłem ja, może właśnie w ten sposób Bóg chciał dotrzeć do każdego z nas. Ja mogłem dać swego rodzaju świadectwo, ale też w ten sposób dotrzeć do siebie i poznać siebie samego…
Nadal nie jestem gotów pójść za Jezusem, pójść drogą kapłaństwa. Ale myślę, że kolejny raz Bóg wyniósł mnie poziom wyżej. Dał mi zrozumieć nowe sprawy.
Nie miałem najlepszej rodziny, a moje dzieciństwo i dorastanie to pasmo kolejnych zranień, ale w ten sposób rozwinąłem się i Bóg mógł uczynić każde zranienie darem. Otrzymałem od Boga więcej. Dał mi nową rodzinę. Braci i siostry w Chrystusie. Tych, których kocham w pewien wyjątkowy sposób, tak, jak nauczył mnie tego Pan…
Codzień odkrywam coś nowego. Bóg daje mi poznać zupełnie nowe rzeczy, sprawy. Uczę się. Jestem jak dziecko uczące się chodzić…
Bóg mnie kocha…
Zabrakło mi słów…
Chwała Panu!

Jak dobrze mieć taką osobę, z którą nawet krótka chwila rozmowy poprawia w niezwykły sposób samopoczucie :)… Wiem, że teraz czytasz te słowa i wiesz, że są o Tobie… Cieszę się, że Bóg postawił Cię na mojej drodze, bo dzięki Tobie ja mogłem na nowo odnaleźć Go i odzyskać coś, co utraciłem dawno temu.. Ta niezwykła iskierka szczęścia, która nieustannie pali się w mojej duszy, to coś naprawdę niesamowitego, coś, co sprawia, że mogę być szczęśliwy nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone… Pamiętam, że zawsze umiałaś mi poprawić humor… Kiedyś nawet stwierdziłem, że przy Tobie nie potrafię się nieuśmiechać… To niesamowite jak Bóg potrafi w pewien sposób dopasować do siebie dwoje ludzi… I to chyba dowód na to, że nawet tam gdzie pozornie panuje zło On działa i odnosi zwycięstwa… Cieszę się z każdej chwili jaką dał i daje mi spędzić z Tobą… Wszystkie te całonocne rozmowy, wszyskie uśmiechy, wszelkie mniejsze i większe gesty przyjaźni… Pamiętam, jak w Majdanie przy stole ksiądz Paweł powiedział kiedyś, że widać we mnie cząstkę Ciebie, Twój wpływ… Przez ostatnie dwa i pół roku kształtowałaś mnie w pewien sposób… To dobrze, bo dzięki temu jestem teraz takim, a nie innym człowiekiem… Cieszę się, że zawsze mogę się do Ciebie zwrócić ze wszystkim, co mnie gnębi, czy boli…
Dziękuję Ci za to, że jesteś, że uczyniłaś mnie dobrym człowiekiem, za wszystko, co dla mnie zrobiłaś i co robisz nadal….
Dziękuję Bogu za to, że postawił Cię przy mnie, za to, że w pewien sposób uczynił Cię moim Aniołem Stróżem…

2 dni do RAMu…. czekam….


  • RSS