sdms blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

Nowy lay…

8 komentarzy

Jak widać się trochę pobawiłem (jakieś 10-15 minut :P)… Trochę to by trzeba dopracować, ale mi się w sumie podoba jak jest :)… A co wy o tym sądzicie? :)

Od 17 do 22 stycznia przebywałem na rekolekcjach powołaniowych w nowicjacie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej na Świętym Krzyżu… Jeden ksiądz powiedział mi niedawno, że „Pan Bóg jest niesamowity jeśli chodzi o znaki” (RAMowcy będą wiedzieć o którego księdza chodzi :P) i mogę powiedzieć, że sam się o tym przekonałem. Kiedy jechałem na Św. Krzyż spędziłem około godziny na dworcu autbusowym w Kielcach. Gdy tak sobie chodziłem po tym dworcu zaczepił mnie pewien człowiek i powiedział, że jest bezdomny, że pije, pali, i poprosił mnie, bym mu kupił coś do jedzenia. Akurat staliśmy koło sklepu, więc powiedziałem mu, żeby powiedział, co chce, a ja mu to kupię. Gdy weszliśmy do sklepu rozpłakał się i wyszedł. Chwilę mi zajęło przekonanie go by wszedł spowrotem. Kupiłem mu kiełbasę i wodę mineralną, bo chleb, jak powiedział już miał. Później długo rozmawialiśmy. Gdy dowiedział się, że jadę na rekolekcje powołaniowe powiedział krótko: „Zrób to… Zrób to żebyś mógł pomagać takim jak ja”… Gdy później wielokrotnie powtarzał „zrób to”.. Dziwna historia biorąc pod uwagę, że hasłem Oblatów jest „Evangelizare pauperibus misit me”, czyli „Ubogim głosić Ewangelię posłał mnie (Pan)”…
Ale na rekolekcjach wiele więcej spraw umacniało moje powołanie. Kazania o. Mirka mocno we mnie trafiały, a także opowiadania nowicjuszy i kleryków budowały mnie. Również rozmowy z uczestnikami rekolekcji sporo mi dały…
Czy jednak jestem gotowy pójść tą drogą? Jeszcze się wacham. Jeśli Bóg zechce to mnie umocni w mym powołaniu tak, że nie będę już miał wątpliwości… A może stanie się coś co mnie odciągnie od powołania? Nie wiem… Jeśli nic się teraz nie zmieni, to od września idę do nowicjatu, a może tam się wszystko wyjaśni…

Za kilka dni kolejny RAM… Już się nie mogę doczekać…

Wiersz….

Uciec gdzieś daleko,
gdzie nie znajdzie mnie nikt,
gdzie słońce oblewa złotem
szczyty srebrzystych gór,
gdzie ocean fal spokojnych
zalewa piasek pięknej plaży,
gdzie trawa jest taka zielona,
że skowronek na drzewie siedzący
zachwyca się jej widokiem, śpiewając
pieśń kojącą wszelkie rany,
a lasy, gęste i wysokie,
są schronieniem dla wielu zwierząt
zarówno małych, jak i wielkich,
gdzie człowiek żyje w zgodzie z naturą,
a ta obdarza go wszystkimi dobrami,
których potrzebuje.
Tam właśnie,
do tej niezwykłej krainy,
chciałbym uciec…
…już dziś

Gliwice, 5.04.2004


Minęło trochę czasu od ostatniej notki, czas więc napisać nową…
Dzisiaj, a właściwie to już wczoraj ;) odbyło się spotkanie opłatkowe RAMu… Miło było spotkać tych wszystkich ludzi, a szczególnie niektórych z nich… Ktoś mi życzył ‚radości płynącej prosto z serca’ i właśnie taką radość odnajduję na RAMie – zupełnie bezinteresowną, taką, która po prostu jest i trwa… Wśród tych ludzi człowiek czuje Boga, tego, który jest w każdym z nich… tak jak to zaznaczył ks. Paweł – jesteśmy inni, czyli święci… Ale nie święci, czyli lepsi od innych… Jesteśmy święci, czyli przeznaczeni dla innych… Jezus nazwał apostołów swoimi przyjaciółmi i my jako współcześni apostołowie powinniśmy w Nim widzieć naszego najlepszego przyjaciela i nieustannie dawać świadectwo naszej wiary… Bo nie mamy być apostołami dla siebie, ale dla świata… Jezus posłał apostołów, by głosili Ewangelię na całym świecie… Ewangelię, czyli dobrą nowinę.. I dzisiaj nas posyła byśmy głosili Dobrą Nowinę niekoniecznie całemu światu, ale całemu naszemu światu, naszemu otoczeniu, środowisku, znajomym, każdemu z kim się spotykamy, byśmy nieustannie dawali świadectwo wiary…
Cieszę się, że Bóg pozwolił mi dotrzeć do Rzeszowa i szczęśliwie stamtąd wrócić… Cieszę się tym bardziej, że pozwolił mi się spotkać z pewnymi osobami… Bo można znać wiele osób, ale zawsze jest te kilka osób szczególnie bliskich sercu człowieka… A w moim sercu jest wiele miejsca…
Jutro przyjeżdża mój kierownik duchowy… Czasem, trudno jest odpowiedzieć ‚po co?’… Rozmowa ma zawsze jakiś konkretny cel, do czegoś prowadzi… tym bardziej cykl rozmów… Podobno czas leczy rany… czasem potrzeba czegoś więcej niż czasu, a samego czasu bardzo dużo… Mogę mówić, że jestem szczęściarzem… Mam Boga, tego, który mnie kocha i który postawił na mojej drodze życia odpowiednich ludzi.. Chwała Panu!… Cieszę się niezmiernie, że trafiło mi się tylu wspaniałych ludzi na mojej drodze życia…
Trochę ta notka niespójna… Późno już i zaczynam widzieć podwójnie…. Muszę się przespać…

Obiecałem wiersz, więc będzie wiersz… dedykuję go pewnemu kochanemu ufoludkowi, który ciągle twierdzi, że ja jestem rasistą ;) hehehe :)… Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)


Siadam przy oknie i patrzę w gwiazdy
Z tysięcy światów tak odległych
Wybieram jeden – zwykły, codzienny
Gdzie życie się toczy powoli całkiem
A jego mieszkańcy żyją przyjaźnie
Nie znając ran zadanych przez innych
Bez chorób, zaraz, katastrof, nieszczęść
Lecz w sercach tych istot tak wręcz cudownych
W umysłach poczciwych i prymitywnych
Istnieje jedna smutna nowina
Gdyż nie ogarnia ich nigdy uczucie
Które niejedno zniszczyło życie
I nie zaznają nigdy miłości
Choć świat ich cudowny
Odwracam głowę i już nie patrzę
Na śmierć samotną i zapomnianą
Jutro na nowo usiądę przy oknie
Spojrzę w niebo, nowy świat złowię
I może uronię łzę nie z rozpaczy
Lecz z radości nad pięknem Arkadii

Gliwice, 2.04.2004



  • RSS