sdms blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

Dwa czerwone światełka radioodtwarzacza świecą złowieszczo w ciemności… Za oknem latarnia swym słabym światłem rozświetla białe ulice.. Przejeżdża pług… Zima… zima…
Nikomu nieznany wojownik idzie drogą przez zaśnieżone pustkowia. Na plecach dźwiga wielki miecz, na ramieniu torbę z jedzeniem… Widać padł mu koń… Z trudem sunie przez wciąż rosnącą warstwę śniegu, która już teraz sięga mu do połowy ud. Ledwo idzie… Wie, że jest już w pobliżu miasta, mimo iż nie może go zobaczyć, gdyż gęsty śnieg zacina mu prosto w oczy. Modli się do Boga, aby Ten dał mu przeżyć i dotrzeć do siedzib ludzkich, gdzie mógłby się ogrzać i zjeść jakiś porządny posiłek. Z każdą chwilą traci czucie w nogach… traci też przytomność…. Z każdym krokiem opuszcza go nadzieja… W końcu upada na kolana… Wiatr przestał wiać, a śieżyca zrzedniała… Rycerz na kolanach sunie naprzód gdyż widzi już w oddali światła zabudowań… Wyczerpane ciało odmawia mu posłuszeństwa. Upada na twarz. Próbuje się jeszcze czołgać, ale to zbyt duży wysiłek. Traci przytomność z ręką wyciągniętą ku najbliższemu domowi. Traci przytomność po raz ostatni. Już nigdy się nie obudzi…
Rano pewien chłop jadący wozem po drewno do lasu odnajduje przysypane śniegiem ciało. Z trudem ładuje je na wóz… Cóż… Rycerz przynajmniej będzie miał chrześcijański pogrzeb… A chłop to co przy nim znajdzie… Takie życie…

Dziwna historia.. ale kto wie.. może rzeczywiście się wydarzyła?… kto wie…

A dwa czerwone światełka radioodtwarzacza nadal złowieszczo świecą… I zapada ciemność… zapomnienie…

Szelest suchego liścia
Spadającego w dół
Umierająca natura
Zapadająca w sen
Tysiące łez wylanych
Z szarego nieboskłonu
Smutek i melancholia
Wszystko ogarniające
Jakaś usypiająca pieśń
Zagrana na skrzypcach
Opadający powoli kurz
Przygnany wiatrem skądś
Imię Pana Boga
Wyszeptane powoli
Wszystko w końcu ucicha
Znika daleko stąd
Jak stałem stoję tutaj
Oczekując na grom

Gliwice, 24.11.2003


Noc…

2 komentarzy

.. otacza mnie, przenika swoją ciemnością moje ciało, wnika w moją duszę… Ciemność jest we mnie… Mrok… To ja… Cisza… mroczna i wspaniała… Przerywana tylko z rzadka dźwiękiem przejeżdzającego w niewiadomym celu samochodu…. I muzyką płynącą z radia… Muzyką wręcz niezauważalną w tej ciszy… Grającą tylko po to, żeby grała… Gdy cały dom śpi, przewracając się od czasu do czasu na drugi bok, zatopiony jestem w samotności… Samotności, która nigdy mnie nie opuszcza… Ona zawsze tu była i zawsze będzie… Jedyna nierozerwalna więź między dwoma połówkami mojego wnętrza… Między Alfą, a Omegą… Początkiem i Końcem… Ogromne, niezbadane pustkowia mojej duszy trzymają się razem dzięki temu wiatrowi, który nieustannie wieje nad nimi niosąc chłód i pustkę…. Gdzieś daleko na wschodzie kłębią się czarne burzowe chmury… Armia ciemności atakuje…. Gdzieś na zachodzie jest morze, nad którym gromadzi się armia światłości… Szykuje się decydująca bitwa, bardzo powoli…. Jeszcze dużo czasu do ostatecznego starcia, które wskarze zwycięzcę… Lecz już teraz ten wyschnięty ląd, na którym tylko w nielicznych miejscach pojawiła się zieleń, przechodzą krzyki… Dym palonych wsi daje znak, że wojna się już rozpoczęła… I coraz częściej można zobaczyć pędzących jeźdźców niosących złą nowinę… Me serce krwawi… Krwawi rozdzierane przez dwie zwalczające się siły… Łzy kapią wolno… Już wkrótce tysiące matek nawodni tą umierającą ziemię opłakując swoich mężów i synów… Bądź litościw…

Panie.. Ty, który znasz wszystkie myśli moje.. Dodaj mi sił, abym mógł unieść to ostrze i skierować je na wschód… Tam skąd przychodzi zło, które odbiera mnie Tobie… Dodaj mi sił, bym przetrwał z Twoim imieniem na ustach mych niegodnych…

Powiem wam coś… Pozory mylą… mylą strasznie… Życie ludzkie to pasmo pomyłek… Oby nas czegoś nauczyły… Uniknąć pomyłek można… łącząc każdy element naszego ciała i naszej duszy… tak by były od siebie zależne, by ze sobą współgrały… Tylko osiągając równowagę między duszą, a ciałem, umysłem, a uczuciami, wolą, a bezwolą… tylko tak możemy być pewni podejmowanych decyzji… Możemy powiedzieć, że są dobre…

Wiersz… w uniesieniu… w bezwoli… gdzieś z podświadomości… nieświadomie… tak być musiało i tak też się stało…

Człowieku
Przeklinam dziś ciebie
Za całe zło twoje
Które dobrem nazwałeś
Za każdy ruch twój
W moją świętą stronę
Za to, że mnie niszczysz
Swoją „ewolucją”
Za każde dziecię moje
Które zniszczyłeś
W imię nauki swojej
Człowieku, istoto myśląca
Za myśli twe nieczyste
Na wieczne potępienie
Skazuję ciebie dzisiaj
Na zawsze bądź stracony
Za postęp, który niesiesz
Za wszystkie rany moje
Które mi zadajesz
Za skazę na tej ziemi
Którą siłą mi wydarłeś
O bądź przeklęta
Istoto ludzka
Dziecko moje
Któreś mnie zdradziło
Za zabicie matki swojej
Którą zawsze byłam
Ja matka natura

Gliwice, 24.11.2003


5 komentarzy

Kim jestem? Kim jesteś? Kim jesteśmy? Kim jesteście?… Jak bardzo jesteśmy autentyczni w swoim własnym świecie… Jak odbiera nas otoczenie? Czy ukazujemy się takimi jakimi jesteśmy? Czy nasze czyny są prawdziwe, czy tylko wymyślone, żeby przypodobać się innym?.. Może to jacy jesteśmy na zewnątrz wcale nie odzwierciedla naszego wnętrza?… Czy trudno jest być autentycznym we współczesnym społeczeństwie? W społeczeństwie w ogóle?…
Tak… Być autentycznym… Być sobą… Nie udawać…
Pozwól mi Panie ukazać swoje wnętrze w tym zewnętrznym świecie…
Pozwól mi Panie poznać ją… Pozwól odkryć jej duszę i dotrzeć do serca….

Przyjdź i bądź… ukaż mi światło i cień… Głupotę zastąp mądrością… Starość niech będzie młodością… Przyjdź… ukaż się… bądź…

Tak bardzo chcę… Czyż nie mogę?….


..
.

Wszystko co się gubi musi się kiedyś odnaleść… Szukajcie więc a znajdziecie… Błądzenie też prowadzi kiedyś do celu… Po prostu nie należy się poddawać… Trzeba trwać… Być… Iść… Dążyć… Dokładnie tak jak świat…

Ujrzałem anioła
Co na ziemi stanął
Dokładnie przede mną
Swe oblicze objawił
Chciałem go dotknąć
Lecz za daleko był
Pragnąłem coś powiedzieć
Lecz mowę mi odebrało
W końcu drgnęło me ciało
Do przodu naparło
Anioła dopadło
Światło go zabrało

Gliwice, 21.10.2003



  • RSS