sdms blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

I’m back…

3 komentarzy

W poniedziałek popołudniu wróciłem ze szpitala. W sumie nie było tak najgorzej. Porobili mi kilka badań i mnie wypuścili stwierdzając nadciśnienie tętnicze labilne… Wszystkie badania były dobre, ciśnienie mimo odstawienia leku było dobre w szpitalu, więc ordynator uścisnął mi rękę….
A pozatym wróciłem do szkoły :)… I od razu wychowawczyni mnie ochrzaniła, była wychowawczyni mnie pobiła, ale ogólnie jest git :)…..
A i jeszcze mam alergię.. na naukę… Normalnie tylko spojrzałem na zeszyty i od razu zaczałem kichać :P…. No ale może mi przejdzie :)
No to uciekam… Macie jeszcze wierszyk :)…. i do usłyszenia :)

Ten smutny, pusty korytarz
Obrazem walki się zdaje
Tysiące ciał rozszarpanych
Podłogę pokrywa sznurem
Krocząc wśród trupów tych
Widzę obraz sprzed lat
Gdy zdrowy, młody ten tłum
Szczęśliwym był wśród tych sal
Teraz łzy żalu spływają
Z oczu bliskich im
A ja kroczę wśród nich
Szukając straconych dni
Wśród ciał kroczę dumnie
I ze spuszczoną głową
Oglądam dzieło bestii
Spłodzonej z koszmarów mych
Kurz ten pomału opada
Pokrywa umysły zepsute
Gdzieś w dali krzyk się rozlega
Kolejną rozrywa potwór ofiarę
Zrywam się, biegnę naprzód
Zabić swe dziecię chcę
Dobiegam w końcu na miejsce
Lecz jego nie ma już tu
Znajduję ostatnie ciało
Nie ocalał nikt
Zginęli wszyscy wrogowie
Ciemiężyciele i zdrajcy
Zginęli też przyjaciele
I smutek ogarnął me serce
Powstaję znad Twego ciała
Znakiem krzyża żegnam je
Patrzę na pusty korytarz
Mówię, iż dokonało się
Staje po drugiej stronie
I patrzy w oczy me
Oboje wiemy to
Że koniec nadszedł już
Że syn ojca musi zabić
Lub ojciec syna zgładzić
Ruszamy z wolna najpierw
Najpierw coraz szybciej nacieramy
Jak powiew wiatru mijamy się
Świst dwóch cięć roznosi się
Hamuję, zawracam, ponownie atakuję
Z rozprutego boku bestii
Krew strumieniem płynie
Ma lewa ręka rozszarpana
Zwisa zupełnie bezwładnie
Zwracamy się ku sobie
Ocieram z czoła pot
Bestia atakuje
Wznoszę w górę broń
Tnę uważnie i celnie
Bestia padając zadaje cios
Ból okropny w plecach
Na ziemię powala mnie
Po chwili podnoszę głowę
Bestia też wstać stara się
Chwytam miecz w swoją dłoń
I wstaję by zabić go
Podchodzę do jego ciała
Z błaganiem patrzy się
Lecz nie ma już litości
„Synu to Twoja śmierć”
Z siłą wbijam weń ostrze
Przebijam serce bestii
I ból ogarnia mnie
Razem krzyczymy w agonii
Razem umieramy
Ojciec dziś zabił syna
Wraz z synem ojciec zdechł

Gliwice, 2003


nowa notka :P

7 komentarzy

Oj dawno mnie tu nie widziano… Jakoś nie miałem weny na pisanie nowych notek… A może to brak chęci?… Co się u mnie dzieje zapytacie pewnie… No cóż szkoła zapomniałem jak wygląda bo 2 tygodnie mnie w niej nie było już i najbliższe kilka dni ani ja jej ani ona mnie nie ujrzy, a to z przyczyn niezależnych ode mnie… Latam sobie po lekarzach, bo mam nadciśnienie i w końcu jeden z lekarzy (a właściwie lekarka) stwierdził, że to nie ma sensu większego i że trzeba mi poleżeć kilka dni w szpitalu… W związku z tym jutro o godzinie 7.30 mam się stawić na izbie przyjęć szpitala nr 1 w Gliwicach, aby następnie wylądować na oddziale nefrologii.. A wszystko po to żeby porobić kilka badań… W każdym bądź razie jeszcze nie umieram, więc się nie cieszcie… :)
Pozatym to wszystko u mnie ok.. Ewoluuję w stronę piekła, lub nieba w zależności od punktu widzenia…
Olka wyjechała na studia i rzadko z nią teraz rozmawiam… ale staram się jej najczęściej jak mogę wysyłać sms-y :)… Tęsknię strasznie :(… Kocham Cię :* :)
Pozatym to serio nie wiem co pisać :) No to się pożegnam już :)… Na zakończenie dam wam wiersz… A właściwie to po trochu wiersz w wierszu… Ale przed tym pozdrowię następujące osoby: Martę K. i żeby nie było to przy okazji Martę L. :), Kourin, Arhę, Ginę, Erkę, Days, całe forum BJ, wszystkich moich znajomych, tych co to czytają i tych nieumiejących czytać :P… A dość pozdrawiania macie wiersz i się cieszcie :P PA! :)

Na szczycie wieży stoję
Świat cały widzę stąd
Przyjaciel mój na dole
O życie me modli się
Kobieta, którą kocham
Na ziemię sprowadza mnie
Wróg największy mój
Z zazdrością patrzy się
Łzy goryczy spływają
Z oczu matki mej
Rozpacz przeogromna
W sercu moim tkwi
Spoglądam w stronę słońca
Co na wschodzie mieni się
Radość niesłychana
Z mgły tej wyłania się
Wspomnień obraz wspaniały
W głowie pojawia się
Zamykam oczy – to koniec
W inną stronę zwracam twarz
Na południe gdzie szczyty
Śniegiem mienią się
Setki dróg przebytych
W pamięci odtwarza się
Tysiące niepowodzeń
Czeka na mnie tam
Patrzę teraz na zachód
Gdzie słońce czerwienią się tli
Gdzie marzenia niespełnione
Z ironią patrzą w twarz
Znów przezwyciężam strach
Północ została mi
Morze marzeń przeróżnych
Falami zalewa mnie
Kilka spełnionych snów
Radość i wspomnień czar
Wiele straconych dni
Smutek i zapomnienie
Wzrokiem swoim słabym
Cały ogarniam świat
Nie mam dokąd uciec
Dzwon rozpaczy wyznacza czas
Z wieży wysokiej tej
Po schodach schodzę więc
Wzrok niepewny ten
W dół kieruje się
Głowa opuszczona
Wstydem zabija mnie
Ostatni stopień prawdy
Na zewnątrz prowadzi mnie
Niczym zaczarowany
Z wyrzutem świat patrzy się
Nagle podbiega ktoś
Dziwny strach ogarnia mnie
Podnoszę wzrok spuszczony
Nieznane rozpoznaję
Zdziwienie ze wstydem się miesza
A rozpacz do serca dmie
Lecz oto niespodzianka
Kolejna dziś czeka mnie
Pocałunek zrodzony z prawdy
Nadzieją przepełnia mnie
I wiara wraca do serca
I miłość ogarnia mnie
Wracam do domu szczęśliwy
Oto kolejny spełniony sen

Gliwice, 2003


  • RSS